Zwyrodnialec porzucił zwłoki w lesie. Szokujące znalezisko pod Warszawą. „Nigdy czegoś takiego nie widziałam”

Dwa szczelnie owinięte worki leżały przy leśnej drodze w Budziskach pod Halinowem. W środku były kubły, a w nich zwłoki królików i fragmenty ich ciał. Sandra Borowiecka, która po zgłoszeniu pojechała na miejsce, mówi wprost: „Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałam”. Sprawa została już zgłoszona do odpowiednich służb.

Otwarty czarny worek w lesie. Obok miniatury Sandry Borowieckiej i drastycznych szczątków. O makabrze przeczytasz na SE.
Autor: Piotr Lis

Makabryczne odkrycie pod Halinowem. Znaleziono zwłoki królików w workach

Do Sandry Borowieckiej, która społecznie zajmuje się lokalnymi interwencjami, napisała kobieta. Podczas przejażdżki rowerowej przez las zauważyła dwa podejrzane pakunki. Zajrzała do jednego z nich, zobaczyła wystającą łapę, zabrała dziecko i uciekła. Następnego dnia rano poprosiła Borowiecką o pomoc.

Ponieważ działam społecznie lokalnie, wiele osób zgłasza mi najdziwniejsze sprawy, więc idąc drogą doświadczenia, postanowiłam najpierw sama to sprawdzić − powiedziała w rozmowie z „Super Expressem”.

Na miejscu okazało się, że wokół worków latały muchy. Pani Sandra nie chciała otwierać ich sama, więc wezwała znajomą, która zajmuje się interwencjami.

Szczelnie zapakowane kubły kryły poćwiartowane ciała

Były to dwa bardzo szczelnie zapakowane worki, w których, jak się okazało po ich otwarciu, znajdowały się kubły ze zwłokami. W jednym był cały królik w stanie rozkładu, a w drugim − i jeszcze w tym pierwszym były fragmenty jakiegoś ciała, prawdopodobnie króliczego − poćwiartowany królik − relacjonowała.

Jak podkreśla, sprawdzenie zawartości było konieczne. Z doświadczenia wie, że bez potwierdzenia, co znajduje się w środku, łatwo narazić się na zarzut niepotrzebnego alarmowania służb.

Po odkryciu natychmiast zadzwoniła pod numer 112. Na miejsce przyjechali policjanci, technik kryminalistyki, śledczy oraz przedstawiciele Inspekcji Weterynaryjnej. Borowiecka nie ukrywa, że była pozytywnie zaskoczona reakcją służb. Zdarzenie miało miejsce w środę (15 lipca).

Na miejscu dokonaliśmy wszystkich czynności procesowych. Pojawił się również powiatowy lekarz weterynarii. Dokonaliśmy wszystkich czynności, które mamy nadzieję pozwolą nam na ustaleniu sprawcy tego zdarzenia − powiedziała st. sierż. Paula Antolak oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Miński Mazowieckim.

„To była skrupulatna robota”

Naprawdę bardzo profesjonalnie, byłam w totalnym szoku, bo to się zazwyczaj po prostu nie zdarza − powiedziała i jak dodała, sprawca tej rzezi popełnił błąd. W jednym z kubłów została rękawiczka.

Najbardziej w pamięci zapadł jej jednak sam widok zwierząt.

Ja nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałam. Nigdy w życiu nie widziałam takiego okropieństwa. Bo jedno to dokonać makabrycznego czynu, czyli zabić. Drugie, poćwiartować jedno z ciał, gdzie to była naprawdę skrupulatna robota. Ale trzecie, postarać się tak bardzo to zapieczętować. Znajoma otwierała to pół godziny, tak było szczelnie ofoliowane − mówiła.

Sandra Borowiecka od lat zajmuje się społecznymi interwencjami dotyczącymi zwierząt i spraw mieszkańców. Przyznaje, że widziała już wiele trudnych sytuacji, ale tego znaleziska nie potrafi porównać z żadnym wcześniejszym przypadkiem.

Jak zgłaszać okrucieństwo wobec zwierząt?

Nasza rozmówczyni podkreśla też, że takie przypadki zawsze warto zgłaszać odpowiednim służbom. Jej zdaniem wiele osób rezygnuje, bo nie wie, jak to zrobić albo obawia się, że zgłoszenie zostanie zlekceważone.

Ludzie często się boją i nie wiedzą, jak to robić, a z ich doświadczeń wynika, że nie dostają właściwej reakcji, bo nie potrafią tego dobrze zgłosić. Dodaje, że w tym przypadku szybka i konkretna informacja sprawiła, że policja oraz pozostałe służby od razu podjęły działania − podsumowała.

Sonda
Czy kary za znęcanie się nad zwierzętami powinny być wyższe?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki