Żyje wśród stert śmieci. Robaki opanowały blok i dotarły do przedszkola

Sterty śmieci, fetor i prusaki, które mieszkańcy znajdują nawet w szafkach z jedzeniem i ubraniami. W bloku przy ul. Szancera 5 w Ursusie rozgrywa się dramat nie tylko lokatorów, ale również schorowanego, samotnego mężczyzny. Ledwo chodzi, jego zabandażowane nogi krwawią, a mimo to codziennie przemierza miasto i wraca z kolejnymi reklamówkami pełnymi znalezionych rzeczy. Problem wymknął się spod kontroli. Robaki pojawiły się także w przedszkolu

Budynek należy do miejskiego zasobu, a część znajdujących się w nim mieszkań to lokale socjalne. Mieszkańcy, z którymi rozmawialiśmy, poprosili o zachowanie anonimowości.

„Przede wszystkim szkoda mi tego człowieka”

Kiedy rozmawia się z lokatorami Szancera 5, obok złości bardzo szybko pojawia się współczucie. Mężczyzna mieszka samotnie na trzecim piętrze. Ma ogromne problemy z poruszaniem się, korzysta z chodzika, a jego nogi niemal bez przerwy są owinięte bandażami. Na klatce schodowej zdarzają się po nim ślady krwi.

Mnie jest przede wszystkim szkoda tego człowieka. On jest chory, ledwo chodzi. Powinien dostać mieszkanie na parterze i taką pomoc, jakiej naprawdę potrzebuje – mówi nam jedna z mieszkanek.

Mimo problemów ze zdrowiem codziennie wychodzi z domu na wiele godzin. Potem wraca, pchając na chodziku kolejne reklamówki wypełnione znalezionymi rzeczami.

Biedny człowiek żyje wśród śmieci. Tylko jak to ma się skończyć? Sam sobie ewidentnie nie radzi – dodaje kobieta.

Niewielkie mieszkanie zapełnia się coraz bardziej, a konsekwencje od dawna odczuwają także inni lokatorzy.

Robaki w ubraniach, jedzeniu i ekspresie do kawy

Jedna z kobiet przeżyła prawdziwą inwazję prusaków. Robaki dostały się do jej mieszkania i były praktycznie wszędzie: w szafkach z jedzeniem, chemią, ubraniami jej i dziecka, a nawet w ekspresie do kawy.

Były dosłownie wszędzie. Zagnieździły mi się nawet w szafkach z ubraniami dziecka – opowiada.

Do dziś boi się, że sytuacja się powtórzy. Zanim założy ubranie, dokładnie je otrzepuje, sprawdzając, czy nie siedzi na nim prusak. W niewielkiej kawalerce rozstawiła preparaty na owady aż w czterech miejscach. Dwa piętra niżej od mieszkania schorowanego sąsiada kolejna lokatorka regularnie opryskuje swój lokal środkami przeciw insektom.

Człowiek cały czas patrzy, czy coś gdzieś nie chodzi. To naprawdę potrafi wejść do głowy – słyszymy od mieszkanki bloku.

Prusaki pojawiają się także na klatce schodowej i elewacji. Lokatorzy widują je przy drzwiach mieszkań i obawiają się, że owady przedostają się do lokali także przez szyby wentylacyjne.

Wynosili śmieci kontenerami. Wszystko zaczęło się od nowa

Sytuacja ciągnie się od bardzo dawna. Jakiś czas temu mieszkanie trudnego lokatora zostało już opróżnione. Jak opowiada jedna z sąsiadek, z liczącego około 20 metrów kwadratowych lokalu wyniesiono wtedy aż dwa kontenery budowlane zgromadzonych rzeczy i śmieci. Według mieszkańców w środku miały pojawiać się również szczury.

Jak zaczęli to wynosić, chyba sami nie spodziewali się, ile tego będzie – wspomina mieszkanka.

Przez pewien czas było lepiej. Potem lokal ponownie zaczął się zapełniać. Część zgromadzonych rzeczy ląduje także za oknem, a tutaj sytuacja staje się bardzo groźna, bo na dole znajduje się przedszkole.

Śmieci lecą na teren przy przedszkolu

Przez okno mieszkania wyrzucane są różne odpady. Teren pod nim jest regularnie sprzątany. Według mieszkańców zdarzały się tam również reklamówki, w których miały znajdować się fekalia.

Ktoś później musi po prostu po nim to wszystko posprzątać – mówi jedna z sąsiadek.

Pod częścią mieszkalną działają oddziały Przedszkola z Oddziałami Integracyjnymi nr 418. Problem z insektami pojawił się również tam. To najbardziej niepokoi lokatorów, bo prusaki nie są już problemem zamkniętym za drzwiami jednego mieszkania czy nawet na klatce schodowej. Pojawiły się w miejscu, do którego codziennie przychodzą dzieci.

Dyrektorka placówki Małgorzata Rolka nie chciała szerzej komentować sprawy i ze względu na obowiązujące ją przepisy poprosiła nas o kontakt z administratorem budynku, czyli miastem.

Otworzył nam drzwi. Dalej prawie nie dało się wejść

Sam mężczyzna zupełnie inaczej widzi całą sytuację. Nie rozumie zarzutów i uważa, że sąsiedzi się na niego uwzięli. Jest przekonany, że stał się ofiarą nagonki i pomówień. Nie próbował jednak niczego przed nami ukrywać i bez wahania zaprosił nas do swojego mieszkania.

Już samo wejście do środka było trudne. Drzwi zatrzymały się na zgromadzonych za nimi rzeczach i nie dało się ich szeroko otworzyć. W niewielkim mieszkaniu piętrzyły się torby, śmieci i najróżniejsze rupiecie. Wolnej przestrzeni pozostawało bardzo niewiele, a w środku unosił się mocny, trudny do zniesienia fetor.

Mężczyzna pokazywał nam jednak niewielki fragment odsłoniętej podłogi. Jego zdaniem był najlepszym dowodem na to, że oskarżenia są przesadzone, bo żadnych robaków tam nie było widać. Bałagan tłumaczy niewielkim metrażem mieszkania.

Opowiada, że kiedyś pracował jako malarz. Z oburzeniem wraca do sytuacji, gdy chciano skierować go do szpitala psychiatrycznego, oraz do wizyty komisji, która pojawiła się po interwencjach sąsiadów. Wszystkie te zdarzenia odbiera jako element wymierzonej w niego nagonki. Jest przekonany, że mieszkańcy od dawna się na niego uwzięli, a ciągły stres i konflikt z nimi doprowadziły nawet do jego zawału serca.

Pomoc społeczna przychodzi. On pomocy nie chce

Mężczyzna nie został pozostawiony zupełnie sam. Jego sytuację zna Ośrodek Pomocy Społecznej. Z naszych informacji wynika, że pracownicy odwiedzają go w mieszkaniu, a czasami przynoszą również posiłki. Sam zainteresowany nie jest jednak zadowolony z takiego wsparcia i uważa, że go nie potrzebuje.

Dyrektorka Ośrodka Pomocy Społecznej Dzielnicy Ursus Marzenna Szaniawska nie może przekazywać informacji dotyczących konkretnych podopiecznych, dlatego nie powiedziała nam, jakie dokładnie działania podjęto w tej sprawie. Wyjaśniła jednak, że w podobnych przypadkach nie istnieje jedno rozwiązanie. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji człowieka, jego stanu i tego, jakiej pomocy rzeczywiście wymaga.

Jeżeli osoba dorosła nie chce przyjąć oferowanego wsparcia, możliwości pomocy społecznej są ograniczone. W szczególnych przypadkach sprawa może trafić do sądu. Ten, po spełnieniu ustawowych przesłanek, może m.in. zdecydować o umieszczeniu bez zgody w domu pomocy społecznej osoby, która wymaga całodobowej opieki i nie jest zdolna do samodzielnego funkcjonowania. W określonych prawem sytuacjach związanych ze stanem psychicznym również możliwe są działania wymagające decyzji sądu. Szaniawska nie mogła powiedzieć, czy w przypadku mieszkańca Szancera 5 sprawa została skierowana na taką drogę.

Miasto: „Podejmujemy wszelkie możliwe działania”

Sytuację zna również Urząd Dzielnicy Ursus. To właśnie miasto zarządza nieruchomością, a wcześniej w mieszkaniu przeprowadzono już dużą akcję sprzątania. Zapytaliśmy urząd, co zamierza zrobić teraz.

Z uwagi na ochronę danych osobowych, nie udzielamy informacji na temat naszych najemców. Jednocześnie mogę zapewnić, że znając wagę problemu, podejmujemy wszelkie możliwe działania w celu jego rozwiązania – przekazała „Super Expressowi” Agnieszka Wall, rzeczniczka prasowa Urzędu Dzielnicy Ursus.

Mieszkańcy Szancera 5 znaleźli się w sytuacji bez dobrego wyjścia. Patrzą na samotnego, schorowanego człowieka, który z trudem pokonuje schody i mieszka wśród stert rzeczy. Wielu zwyczajnie jest go żal. Później wracają jednak do własnych mieszkań, otrzepują ubrania, sprawdzają szafki, wykładają preparaty na prusaki i po raz kolejny próbują pozbyć się robaków.

Teraz ten sam problem pojawił się w części budynku, w której przebywają dzieci.

Jemu trzeba pomóc. Ale my też nie możemy zostać z tym sami – podsumowuje jedna z mieszkanek.

Szok w centrum Warszawy

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI