Spis treści
Trudno w to uwierzyć, ale minął już rok od odejścia Stanisława Sojki. Ceniony muzyk zmarł 21 sierpnia 2025 roku, tuż przed zaplanowanym koncertem na sopockim festiwalu. Zaledwie cztery lata wcześniej na tej samej scenie wystąpił razem z Andrzejem Piasecznym. Wbrew pozorom, nie było to ich debiutanckie spotkanie muzyczne, gdyż już w 2011 roku obaj stworzyli wspólnie album zatytułowany „W blasku światła”, zawierający niezwykłe wykonania tekstów Jana Pawła II. Mimo tego wspaniałego projektu ich relacja początkowo napotykała na przeszkody.
ZOBACZ TAKŻE: Stanisław Soyka latami walczył z chorobą. Syn muzyka przerwał milczenie
Andrzej Piaseczny i początki znajomości ze Stanisławem Sojką
W rocznicę śmierci legendarnego wokalisty Andrzej Piaseczny w wywiadzie dla portalu Eska.pl wrócił wspomnieniami do początków znajomości. Piosenkarz zdradził, że gdy rozpoczynał swoją solową ścieżkę muzyczną, zwrócił się do Sojki z ofertą stworzenia duetu. Niestety, w tamtym momencie spotkał się ze zdecydowaną odmową ze strony mistrza, co z pewnością było ciosem dla początkującego artysty.
Wiele, wiele lat temu, kiedy nagrałem swoją pierwszą płytę i zacząłem nagrywać drugą, zadzwoniłem do Staszka, próbując go namówić na to, żebyśmy zaśpiewali coś razem albo żeby coś dla mnie skomponował. On powiedział wtedy: "Wiesz, chyba nie". I to nic nie szkodzi, bo spotkaliśmy się wiele lat później, nagrywając piosenki ze słowami Karola Wojtyły. To była przepiękna przygoda. Staszek to przede wszystkim spokój i dobroć - powiedział w rozmowie.
Zrozumienie odmowy po latach przez Andrzeja Piasecznego
Obecnie Andrzej Piaseczny zdaje sobie sprawę z motywów, jakimi kierował się wówczas Stanisław Sojka, choć jako początkujący wokalista bardzo przeżył to odrzucenie ze strony autorytetu. Z biegiem czasu sam zaczął stosować podobne zasady i dziś często rezygnuje z niektórych propozycji zawodowych.
To, że umiał mówić "nie", to też bardzo fajna i dobra rzecz. Wtedy tego nie rozumiałem, dzisiaj rozumiem to jak najbardziej, bo też zdarza mi się mówić "nie". Zresztą wszystko można powiedzieć, tylko kwestia, jakich słów dobieramy.
Artysta wyraził przekonanie, że spuścizna po zmarłym niedawno muzyku będzie trwała wiecznie. Wierzy, że jego wyjątkowe kompozycje jeszcze przez długi czas będą obecne w sercach fanów.
Jestem pewien, że pamięć o Staszku przetrwa bardzo, bardzo długo. Pamięć o jego piosenkach tak samo. Myślę, że powinniśmy je nosić je nie tylko w pamięci, ale również na ustach i śpiewać je wniebogłosy - dodał.