Wiele lat temu, żona Czesława Kiszczaka wyznała, że podejrzewała męża o romans z Beatą Tyszkiewicz. Dzisiaj sprawa rzekomego romansu wraca. W teczkach znalezionych w domu generała znalazł się również list aktorki zaadresowany do Kiszczaka właśnie. Jaka była jego treść? Otóż znalazły się w nim serdeczne podziękowania za interwencję Milicji Obywatelskiej w sprawie napadów rabunkowych na dom Tyszkiewicz. Oto ujawniony fragment pisma:
"Ten list to nie prośba, a podziękowanie. (...) Komendant przyjechał i powiedział, że dostał polecenie, by w przyszłości ochraniać ten dom przed dewastacją miejscowych opryszków i zawodowych niszczycieli. (...) Pomyślałam sobie, że tylko z Panem o tem rozmawiałam i sądzę, że wynikło to z Pańskiego polecenia. Tą drogą chciałam bardzo podziękować i odnowić zaproszenie, wiem, że czas nie pozwala Panu na takie eskapady, ale to nie daleko" - pisała Tyszkiewicz w 1985 roku. Aktorka dodała jeszcze, że jeżeli Kiszczak będzie planował ją odwiedzić, to powinien dać znać wcześniej, by mogła się przygotować.
W rozmowie dla wp.pl Beata Tyszkiewicz zaprzeczyła temu, że kiedykolwiek zapraszała generała do swojego mieszkania. Aktorka ucięła również spekulacje dotyczące romansu.
- Nie było żadnej przyjaźni ani romansu. Ja generała widziałam raz w życiu przez 7 minut. Czułam się zagrożona takimi osobami, które były wokół mnie, nie chciałam iść na milicję, bo nie bardzo miałam z czym i co im powiedzieć? Tylko tyle że czuję się zagrożona, więc poszłam do generała i powiedziałam o sytuacji. On zawołał kogoś innego, komu podałam nazwiska. Wtedy wydawało mi się to właściwie, dzisiaj nie wiem, czy bym zrobiła inaczej – zastanawia się Beata Tyszkiewicz w rozmowie z WP i dodaje - Ja Generała nigdy do domu nie zapraszałam, nawet mi to do głowy nie przyszło.