- Jak znajomi przyjęli pani decyzję o udziale w "Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami"?
- Jak mówiłam swoim koleżankom, że będę uczestniczyła w "Tańcu z gwiazdami", to wszystkie powiedziały: "super, rewelacja". Ale jak ja się spytałam, czy one by zrobiły to samo, to usłyszałam odpowiedzi: "No co ty! Ja mam 50 lat". To jest odważne, sama siebie podziwiam za tę odwagę. Myślę, że zwariowałam. Mój mąż mówi, że cały ten rok to jest mój rok.
- Czuje się pani sexy?
- Czy się czuję? Mąż mi mówi, że jestem bardzo sexy.
- Większość pani koleżanek pewnie chwali się wnukami...
- Tak mówimy i podkreślamy ten mój wiek, ale taka jest prawda... W "Tańcu z gwiazdami" jest Julka Wróblewska, której babcia ma 56 lat. Więc jeszcze 6 lat i mogłabym być jej babcią. A jak babcia się na razie nie czuję. Ale tak między nami mówiąc, mamą większości uczestników mogłabym być spokojnie. I to nawet jakbym rodziła, mając 30 lat.
- Metryka metryką, ale w duszy czuje się pani na ile lat?
- Ja nie mówię, że ja się czuję młodo, bo to w zależności od dnia. To naturalne.
- Nie przejmuje się pani mijającym czasem?
- Uważam, że każda kobieta w każdym wieku jest piękna. Te zmarszczki, te cellulity to naprawdę między bajki włożyć. Jakbyśmy się zapytali prawdziwego faceta, czy zwraca uwagę na cellulit, to odpowie, że nie, bo widzi całą kobietę i jej piękno. To my same zwracamy na to u siebie uwagę. Ale powiem banał: liczy się to, co jest w środku. Jeśli jesteśmy w porządku wobec siebie i żyjemy prawdziwie, to ta twarz i zmarszczki też się inaczej układają i można je pokochać, przysięgam.