"Glinka zastąpi Annę Przybylską", Glinka gwiazdą serialu" - grzmiały jeszcze na początku grudnia nagłówki gazet w artykułach dotyczących powrotu na antenę serialu "Daleko od noszy". W popularnej produkcji Polsatu przed laty Przybylska (?36 l.) wcielała się w sympatyczną i seksowną doktor Karinkę. Po śmierci Ani w obsadzie reaktywowanej produkcji znalazła się Katarzyna Glinka.
Aktorka przypominała twórcy serialu Krzysztofowi Jaroszyńskiemu (64 l.) Przybylską i dla niej wymyślił rolę seksownej Rity.
Teraz jednak nikt już nie pisze o Kasi, a tym bardziej, niekogo nie interesuje, że zastąpi ona Anię. Wszyscy wręcz zachwycają się Dorotą Rabczewską, która podobnie jak aktorka dołączyła do obsady nowych odcinków "Daleko od noszy".
Jak się dowiaduje "Super Express", takim obrotem spraw kompletnie załamana jest Glinka.
- Jest po prostu zazdrosna o Dodę. Myślała, że gdy dołączy do nowego serialu i wyjdzie z szuflady "Barw szczęścia", to wszyscy będą o tym pisali, a ona pokaże, że ma także talent komediowy. Liczyła także, że z czasem reżyser rozbuduje jej rolę. Tymczasem Krzysztof Jaroszyński pisze nowy scenariusz z dużą rolą dla Dody. Kasia jest sfrustrowana. Przecież Doda to celebrytka, a ona jest profesjonalną aktorką - zdradza nam jeden z pracowników Polsatu.
Skąd taka, a nie inna decyzja twórcy serialu, Krzysztofa Jaroszyńskiego?
- Krzysztof po prostu dostał sygnał z Polsatu, że serial utrzyma się na antenie pod warunkiem dobrej oglądalności. A gdy zobaczył, jak Doda robi dobry PR, to zrozumiał, że to może być klucz do sukcesu. A Kasią Glinką nikt się nie interesuje - dodaje nasz informator.
Zobacz: Minge też krytykuje Kijowskiego i Petru. "Niech opozycja kupi sobie kota"