W zawodzie aktora nie wypada się starzeć. Zwłaszcza gdy na planie zdjęciowym zbliżenia na twarz i widoczne wtedy zmarszczki zaczynają przeszkadzać producentom. To właśnie przytrafiło się Dominice Ostałowskiej. Gdy zauważono, że jej czoło za mocno się marszczy, zasugerowano jej wstrzyknięcie botoksu, który wygładzi skórę.
- Parę razy namawiano mnie na botoks, ze względu na zbliżenia, a ja mam takie dosyć ruchome, marszczące się czoło. Więc spróbowałam takiego zabiegu, ale nie czułam się z tym dobrze. Jakoś nienaturalnie mi się brwi układały - zdradza nam Ostałowska.
Zobacz: Wielki pech Agaty KULESZY na Oscarach: Gdy wygraliśmy, akurat wyszłam z sali!
Aktorka zapewnia, że już więcej nie pozwoli na tak inwazyjny zabieg.
- Wolę np. laser czy jakieś podgrzewanie, które nie powoduje takiego usztywniania, tylko pobudza kolagen, co sprawia, że skóra jest w lepszym stanie. W moim zawodzie jest to o tyle ważne, że nie pomagają nam zabiegi, które ograniczają mimikę, czy sprawiają, że twarz staje się trochę wynaturzona lub podobna do parunastu innych - stwierdza aktorka.
ZAPISZ SIĘ: Codziennie wiadomości Super Expressu na e-mail