- 1988 rok. A w Budapeszcie czułam się tak, jakbym gdzieś na Zachodzie wylądowała. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłam wtedy sok pomarańczowy w kartonie. Kupowałam to wszystko i przyjeżdżałam do Polski obładowana dezodorantami Fa i szamponami typu zielone jabłuszko. Co prawda nieźle zarabiałam, lecz paranoja polegała na tym, że większość tantiem przejmowała instytucja Film Polski. Jedyne, co mi ta instytucja załatwiła, to paszport. I za ten paszport musiałam im płacić ze swojego honorarium straszny haracz w dewizach. Ja nawet nie wiem, jak straszny, bo po prostu nikt mnie o niczym nie informował. Dostawałam to, co zostało - wspomina aktorka.
Zobacz: Mister Polski 2015 Rafał Jonkisz - lepszy od Maślaka? Porównaj zdjęcia