Spis treści
Historia miłości Hanny Żudziewicz i Jacka Jeschke
Hanna Żudziewicz i Jacek Jeschke to jedna z najbardziej znanych par polskiego show-biznesu. Oboje są utytułowanymi tancerzami klasy „S”, a widzowie kojarzą ich głównie z programu „Taniec z gwiazdami”. Poznali się w 2011 roku, gdy szukali partnerów do tańca towarzyskiego. Początkowo łączyły ich tylko treningi i turnieje. Z czasem wspólna pasja przerodziła się w głębokie uczucie.
W marcu 2022 roku, podczas podróży do Portofino, Jacek oświadczył się Hannie. Kilka miesięcy później, w październiku 2022 roku, ich życie zmieniło się diametralnie - na świat przyszła ich córka Róża, która stała się dla nich priorytetem. Swoją miłość para przypieczętowała ślubem w 2024 roku. Najpierw, w lutym, wzięli kameralny ślub cywilny w Warszawie, a w czerwcu zorganizowali bajkową, huczną ceremonię kościelną we Włoszech.
Jacek Jeschke i Hanna Żudziewicz wracają do tragedii
Pod koniec maja 2024 roku Hanna Żudziewicz z Jackiem Jeschke opublikowali wstrząsającą relację w swoich mediach społecznościowych. Okazało się, że w drodze do Sopotu mieli wypadek samochodowy - całe auto spłonęło na ich oczach.
- Najważniejsze, jesteśmy cali i zdrowi! Myśleliśmy czy coś pisać, ale może to będzie przestroga dla innych osób. Wczoraj pierwszy raz pojechaliśmy na weekend bez Różyczki i całe szczęście Jej z nami nie było. Cała i zdrowa czekała w domu. Jechaliśmy do Sopotu i wpadliśmy w poślizg. Samochód szybko się zajął i dzięki Bogu udało nam się uciec z samochodu. Jesteśmy zdrowi fizycznie , ale psychicznie zmęczeni. Teraz jeszcze bardziej wiemy, że rzeczy materialne nie mają znaczenia. Chcemy trochę ochłonąć. Ściskamy Was i prosimy uważajcie na siebie - napisała Hanna z Jackiem.
Postanowili wrócić do tej sceny sprzed lat w rozmowie z Vivą. Okazało się, że ta sytuacja do dziś w nich siedzi.
- Ja w pewnym momencie poczułam, jak pasy się coraz mocniej na mnie zaciskają. Nic nie powiedziałam, tylko chwyciłam mój krzyżyk. Czułam, że jest źle - powiedziała Hanna.
Jacek przyznał, że wszystko zostawili w środku - buty, sprzęt. Uciekli jak najszybciej i jak najdalej od samochodu.
- Kiedy policjanci przyjechali na miejsce i zobaczyli wrak, byli pewni, że nikt nie przeżył. Powiedzieli, że mieliśmy bardzo dużo szczęścia - powiedział Jacek.