Naznaczony piętnem znanego ojca

2009-12-06 8:02

Kordian Piwowarski (31 l.) poszedł w ślady ojca, znanego reżysera Radosława Piwowarskiego. Też reżyseruje filmy. Stanął m.in. za kamerą drugiej serii "Londyńczyków". Nam opowiada, czy rywalizuje z ojcem, o co go pyta i czego się bał jako student.

- Nie od razu wybrał pan studia reżyserskie. Zew krwi okazał się jednak silniejszy, dziś robi pan filmy jak ojciec...

- To jest swego rodzaju piętno. Gdy byłem mały, bywałem na planach filmów, które kręcił ojciec. Grałem nawet w jego słynnym obrazie "Pociąg do Hollywood". Potem studiowałem filozofię, ale zastanawiałem się, co będę robił po tej filozofii? I zdecydowałem się na reżyserię...

- Pana ojciec jest znanym i dobrym reżyserem. Nie boi się pan porównania z nim?

- Bałem się, gdy byłem jeszcze studentem szkoły filmowej. Wiedziałem, że właśnie wtedy nasze prace były porównywane. Teraz wypracowuję własny sposób opowiadania, pokazywania świata okiem kamery. Na szczęście mamy różne charaktery, łączy nas jedynie poczucie humoru...

- Żarty w "Złotopolskich" to pan wymyślał?

- Nie. Mój tata ma duży talent improwizatorski, wiele rzeczy wymyśla w biegu, na żywo na planie, podczas ustawiania ujęcia.

- Czym różnią się reżyserzy Radosław i Kordian Piwowarscy?

- Ojciec ma niesamowitą, bujną fantazję. Ja jestem skromniejszy, ale to są niuanse, bowiem wciąż się zmieniam. Może dojdę do sposobu, w jaki pracuje mój tata, może pójdę inną drogą... Czas pokaże.

- Reżyserował pan drugą część "Londyńczyków". Jak pan się czuł pierwszego dnia na planie serialu, w którym był pan nowy w zespole?

- Pierwszy dzień zdjęciowy to oswajanie się z ekipą, poznawanie nawzajem swoich reakcji, stylu pracy. Ale w "Londyńczykach" atmosfera od pierwszych chwil była rewelacyjna, wszyscy pracowali rzetelnie. Czuło się dobrą energię w zespole.

- Wcześniej reżyserował pan "Na dobre i na złe". Czym różni się praca przy tych dwóch serialach?

- "Londyńczycy" są formą zamkniętą. Serial ma dwa sezony i liczy 16 odcinków. Poszczególne wątki serialu zamykają się jako opowiadana historia w danym odcinku, ale ich kontynuacją są następne. "Na dobre i na złe" ciągnie się latami, a każdy odcinek to zamknięta historia, jeden epizod.

- Konsultuje pan swoją pracę z ojcem?

- Czasem, gdy nie jestem pewien, jaką decyzję podjąć, rozmawiam z nim, ale muszę się przyznać, że coraz rzadziej.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki