"Przepraszam za spóźnienie, ale długo się robi tę fryzurę na Kim Kardashian" - powiedziała Kayah wchodząc na scenę warszawskiej Stodoły w miniony piątek. Ale spóźniona wcale nie była - bo czym jest czekanie 10 minut dłużej na TAKI koncert?
Każdy występ Kayah jest jak wybuch wulkanu energii. Artystka daje z siebie wszystko i bawi widzów jak mało kto. Tym razem miało być zupełnie inaczej. Nikt nie spodziewał się ani "Supermenki" ani "Prawy do lewego". Podczas jubileuszowego koncertu zabrzmiały wszystkie utwory z płyty "Kamień", którą Kayah wydała 20 lat temu. Nie zabrakło jednak bonusów w postaci piosenek "Większy apetyt" z albumu "Stereotyp" czy "Na balkonie w Weronie" ze "Skały". Było ambitnie, prawdziwie i wzruszająco.
Publiczność zasiadła na krzesełkach i delektowała się muzyczną ucztą, którą przygotowała dla ich uszu Kayah i jej muzycy. Nikt nie wyciągał w górę ręki z telefonem, by zrobić gwieździe fotkę na Facebooka. Nie wypadało. Wypadało słuchać i skupiać się na tym, co chce przekazać Kayah. A piosenki z "Kamienia" to utwory, które były przebojami, choć wydawać by się mogło, że kompletnie się na nie nie nadają - za długie, zbyt wiele tekstu, za mądre, za ambitne i zapewne też zbyt piękne. Zebrane podczas jednego koncertu przypomniały tym, którzy mogli zapomnieć, słuchając przez lata "Prawy do lewego", że Kayah to jedna z najwrażliwszych i najmądrzejszych muzycznie polskich artystek, która wchodząc na scenę odsłania całą siebie.
Kayah podczas koncertu zapomina o dystansie, który gwiazdy piosenki często stwarzają między sobą a publicznością - Kayah kumpluje się ze swoimi słuchaczami, a nawet gdy ktoś nie miał okazji poznać jej wcześniej, zjawiając się na jej koncercie, z miejsca staje się jej znajomym. Kayah na scenie odsłania siebie jako człowieka, mówi o swoich przeżyciach, zawodach miłosnych i szukaniu szczęścia. Dzięki temu każdy siedzący na widowni może utożsamić się i lepiej zrozumieć sens piosenek artystki.
Ale ten koncert to nie tylko łzy wzruszenia. Kayah nie byłaby sobą, gdyby pomiędzy utworami nie rozbawiała publiczności do łez. "To tak naprawdę nie 20 lat, tylko 20 kilo. No dobra, 18" - żartowała z siebie Kayah. I choć wyglądała fenomenalnie, nie to było tego wieczoru najważniejsze. Dlatego Kayah zrezygnowała z przebrania się, które było planowane w połowie koncertu - zamiast udać się za kulisy, by zmienić strój, postanowiła zostać na scenie i dalej śpiewać. I dobrze, bo każda chwila dłużej na scenie była radością dla każdego, kto zjawił się na tym koncercie.
Adrian Nychnerewicz
Zobacz: Kayah - bilety na jej koncerty rozchodzą się jak ciepłe bułeczki!