Kiedy odkryłeś w sobie chęć pozostania tancerzem?
- Pamiętam, że jako dziecko regularnie oglądałem z rodzicami "Taniec z Gwiazdami" i byłem tym absolutnie zafascynowany. Imponowało mi wszystko – sposób, w jaki uczestnicy się poruszali, jak wyglądali na parkiecie, ta energia, emocje, cała oprawa. Siedząc przed telewizorem, zacząłem marzyć, że kiedyś też chciałbym być częścią takiego świata. Z czasem to marzenie zaczęło się przekładać na konkretne działania, czyli pierwsze treningi i coraz większe zaangażowanie. Później przyszedł moment, w którym zrozumiałem, że taniec to dla mnie coś więcej niż tylko hobby – to jest sposób wyrażania siebie i coś, bez czego nie wyobrażam sobie życia.
Jak poznałeś swoją orientację? Chcesz opowiedzieć o swoim coming oucie?
- To nie był jeden moment „odkrycia”, tylko proces stopniowego poznawania siebie i oswajania się z tym, kim jestem. Najtrudniejsze nie było samo zrozumienie swojej orientacji, tylko zaakceptowanie jej w pełni - bez wstydu, bez prób dopasowywania się do oczekiwań innych. Coming out w moim przypadku nie był jedną wielką deklaracją, tylko serią rozmów, często bardzo emocjonalnych. Dzisiaj patrzę na to jako na coś bardzo ważnego – moment, w którym zacząłem żyć w zgodzie ze sobą. I myślę, że to jest najważniejsze: dać sobie prawo do bycia sobą, niezależnie od tego, ile to czasu zajmie.
Czy wyrok TSUE w sprawie małżeństw jednopłciowych jest dla ciebie ważny? Jak oceniasz?
- Jest dla mnie ważny, bo dotyka bardzo podstawowej kwestii – równości. Dla mnie to nie jest temat ideologiczny czy polityczny, tylko zwyczajnie ludzki. Każdy powinien mieć prawo do tego, żeby budować relację, rodzinę i przyszłość na takich samych zasadach. Tego typu decyzje są ważne nie tylko prawnie, ale też symbolicznie - pokazują, w jakim kierunku idzie społeczeństwo. I mam nadzieję, że to są kroki, które będą prowadziły do większej akceptacji i normalności, bez dzielenia ludzi na „lepszych” i „gorszych”.
Tańczyłeś z Roksaną Węgiel… i z Basią Bursztynowicz – jak wspominasz współprace?
- Z Roksaną Węgiel współpraca była naprawdę świetna. Mimo młodego wieku była bardzo świadoma tego, co robi, niesamowicie pracowita i otwarta na naukę. Z kolei Basia Bursztynowicz to zupełnie inna historia – bardziej oparta na emocjach niż na samej technice. To była osoba bardzo wrażliwa i autentyczna, co sprawiało, że każdy taniec miał w sobie coś prawdziwego, nawet jeśli nie był perfekcyjny technicznie.
Masz dalej kontakt z Panią Basią?
- Mamy kontakt i bardzo się z tego cieszę. To pokazuje, że to nie była tylko relacja „na program”, ale coś bardziej ludzkiego. W takich projektach spędza się ze sobą bardzo dużo czasu i przeżywa sporo emocji, więc naturalnie rodzą się relacje, które zostają na dłużej.
Jaka była Agnieszka Kaczorowska w programie?
- Agnieszka Kaczorowska jest osobą bardzo konkretną i wymagającą – zarówno wobec siebie, jak i innych. To ktoś, kto dokładnie wie, czego chce i potrafi to jasno komunikować. Z jednej strony może to być odbierane jako surowość, ale z drugiej – to właśnie dzięki temu trzyma bardzo wysoki poziom. Myślę, że to typ osoby, która stawia na profesjonalizm i nie idzie na skróty.
Czy czułeś, że sympatia widzów wpływa na wyniki?
- Zdecydowanie tak i myślę, że to jest naturalne w takim formacie. „Taniec z Gwiazdami” to nie tylko rywalizacja taneczna, ale też program rozrywkowy, w którym widzowie głosują sercem, nie tylko techniką. Czasami zdarza się, że ktoś tańczy bardzo dobrze, ale nie budzi aż takich emocji, a ktoś inny – mimo słabszych umiejętności ma ogromne wsparcie widzów i idzie dalej. Czy to jest sprawiedliwe? Z perspektywy sportu – nie zawsze. Ale z perspektywy telewizji – to właśnie to tworzy ten program.
Z kim chciałbyś zatańczyć w "Tańcu z Gwiazdami?
- Mam kilka takich osób, które wydają mi się mega inspirujące i z którymi – czysto scenicznie – mogłoby wydarzyć się coś naprawdę ciekawego. Na pewno chciałbym zatańczyć z Dodą, bo to jest ogromna osobowość sceniczna i ktoś, kto daje 100% siebie w każdym występie. Bardzo ciekawym doświadczeniem byłby też taniec z Ewą Chodakowską albo Anną Lewandowską – to są osoby bardzo świadome ciała, zdyscyplinowane, więc myślę, że moglibyśmy zrobić naprawdę mocne, dynamiczne rzeczy. Z drugiej strony mam też takie poczucie, że fajnie byłoby zatańczyć z kimś ze świata internetu – z influencerką. Mam wrażenie, że wielu tancerzy już miało okazję pracować z osobami, które aktywnie tworzą w sieci, a mi jeszcze nie było to dane. A ja sam bardzo lubię tworzyć content, więc czuję, że takie połączenie mogłoby zaowocować nie tylko dobrymi występami w programie, ale też bardzo ciekawymi materiałami poza nim. Jeśli chodzi o aktorki, to takim moim małym marzeniem jest też kiedyś zatańczyć z Małgorzatą Kożuchowską. To klasa sama w sobie i myślę, że mogłoby to być bardzo eleganckie, dojrzałe i piękne tanecznie połączenie.
Jaki masz plan na przyszłość?
- Chcę dalej rozwijać się w tańcu, ale też coraz mocniej iść w stronę tworzenia treści i budowania społeczności. Zależy mi na tym, żeby pokazywać więcej swojej codzienności, emocji i tego, kim jestem poza parkietem – żeby ludzie mogli mnie poznać nie tylko jako tancerza, ale też jako człowieka. Bardzo ważnym kierunkiem dla mnie jest też rozwój kreatywny poza samym tańcem. Aktualnie pracuję nad własną książką, która dotyka tematu hejtu – czegoś, co jest bardzo obecne w dzisiejszym świecie, szczególnie w internecie. To dla mnie osobisty i ważny projekt, bo sam miałem z tym styczność i wiem, jak duży wpływ może to mieć na psychikę. Chciałbym, żeby ta książka nie tylko opowiadała o problemie, ale też dawała ludziom poczucie, że nie są w tym sami i że można sobie z tym radzić.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Były tancerz "Tańca z Gwiazdami" ocenił występy uczestników. "To był spektakularny taniec"