Marta Manowska: Zamierzam po 60-tce uprawiać seks!

Marta Manowska (42 l.), prowadząca "Rolnik szuka żony", "Sanatorium miłości" i "The Voice of Poland Senior" nie ma wątpliwości. Ma zamiar utrzymać formę fizyczną, ale też libido nawet na emeryturze! Co jeszcze nam powiedziała?

Marta Manowska o uczestnikach "Sanatorium Miłości"

"Super Express": Rozmawiasz dużo z seniorami, czy to w "Sanatorium miłości" czy to "The Voice Senior". Z czym współcześni emeryci mają największy problem?

Marta Manowska: - Zdecydowanie samotność jest zmorą współczesnych czasów w których przyszło żyć seniorom. Bardzo dużo naszych bohaterów straciło żony czy mężów przez choroby i potem nie ułożyli już sobie życia i stali się przezroczyści. A trudne doświadczenia zostały. Nie dość, że trzeba sobie z tym poradzić, a nie każdy umie wyjść z traumy, szczególnie jak się kogoś traci z dnia na dzień, to trzeba ułożyć sobie życie i się w nim odnaleźć, by nie żyć w cieniu. Niektórzy mają przez długi czas problem, by stanąć na nogi i zbudować siebie na nowo, wyjść do ludzi. To były pokolenia, że naprawdę całe życie było się razem. To nie było pokolenie singli jak nasze. Ciężko sobie to wyobrazić, że nagle zostaje się samemu, gdy całe życie było oparte na domu, w którym były dzieci i partner czy partnerka. Gdzieś tam może była praca, ale nie było dużego grona znajomych. Zdajesz sobie sprawę, że dzieci dawno wyfrunęły z gniazda i człowiek jest nagle sam. Jak kogoś poznać, gdzie? A "Sanatorium miłości" daje możliwość otworzenia się na nowe znajomości. Jest tam dookoła dużo ludzi i widzę, że jest w nich wtedy gotowość w sercach, często żarliwa, by kogoś poznać. Nawet jak nie drugą połówkę to przyjaciół. Po programie nawiązało się wiele znajomości. Uczestnicy do siebie dzwonią, spotykają się, organizują zloty. Wreszcie mają się do kogo wygadać. A niektórzy się kochają.

- Uczestnicy "Sanatorium miłości" bez ogródek rozmawiają o swoich preferencjach łóżkowych, co często spotyka się z oburzeniem w komentarzach w internecie. Czy to nadal temat tabu i takie dziwne, że ludzie po 60-tce uprawiają seks albo chcą go znowu zasmakować?

- Boże, ja bym tak bardzo chciała, by to nie był temat tabu. Bo co tu przełamywać? Co w tym dziwnego, że mamy seks, intymność, że się kochamy? Bardzo dobrą robotę w tym temacie zrobiła Iwona i Gerard. Oni w "Pytaniu na śniadaniu" otwarcie opowiedzieli jak wygląda ich intymność. Niektórzy uważają, że pewnych rzeczy w pewnym wieku nie wypada, a to bzdura. Lada moment się obejrzymy, a my też zaraz będziemy mieli 60 lat i więcej. Ja już za 18. Czy to tak daleko? I mam nie żyć tak jak chcę, ograniczać się? Wyobrażam sobie, że w wieku emerytalnym nadal będę chodzić po górach, jeżeli Bóg mi da dalej zdrowie. Zamierzam jeździć, podróżować, zbliżać się do ludzi i uprawiać seks. Taką mam przynajmniej nadzieję. Myślę, że ten program może edukować. Nie uważam, by sceny w nim były jakieś obrazoburcze. Niektórym niestety człowiek po 60-tce kojarzy się mylnie z kimś, kto jest u schyłku swojego życia i niedołężny. A granice się przesuwają. Dzisiaj nawet ludzie po 80-tce są bardzo sprawni. Patrzę na moich rodziców, babcię... To są osoby młode mentalnie, psychicznie, w dobrej formie. Uprawiają sport, szukają nowości, mają ogromną chęć życia. Często słyszę od mojej babci, że ona chce żyć, bo ma jeszcze tyle do zrobienia. Serce się raduje. To jest młodość. Nikt nam nie może tego zabrać. Już były komentarze, że panie w "Sanatorium..." w tej edycji są w mini spódniczkach, kozakach i to przecież nie wypada. Albo są za młode. W kółko słyszę, że uczestnicy są tacy młodzi, albo ładni. I to według niektórych jest przesadą. A oni po prostu świetnie się trzymają i nic tylko brać z nich przykład, cieszyć się i kibicować. Każdy tak przecież może o siebie zadbać. W tym sezonie każdy z uczestników przekuł swoje porażki i traumy na coś dobrego. Ewa np. schudła po rozwodzie 17 kg. I jak teraz wygląda? Świetnie!

Marta Manowska o ciężkiej pracy na planie: "Pojawiają się łzy"

- Masz w sobie dużo empatii i potrafisz rozmawiać z ludźmi. Na co dzień inni pytają cię o porady sercowe?

- Kiedyś bardzo przyciągałam ludzi, którzy się zwierzali. A czy to są porady? Głównie pytają mnie bardzo dużo o losy naszych bohaterów. To bardzo miłe. Chętnie odpowiadam na takie pytania. Nie jestem jednak osobą, która udziela rad. Trudno wziąć na swoje barki taką odpowiedzialność. Każdy człowiek jest wyjątkowym uniwersum i trzeba słuchać siebie, bo tylko my wiemy tak naprawdę, co nam służy. Mam wrażenie, że co najwyżej to z drugą osobą można rozmawiać, wysłuchać i to jak najbardziej robię nie tylko w życiu zawodowym, ale i prywatnym. Lubię po prostu rozmawiać z drugim człowiekiem, ale tak z prawdziwego zdarzenia, porządnie i na spokojnie. "Small talki" nie są dla mnie, one są zazwyczaj krępujące i zbędne. Mogę podzielić się swoimi wrażeniami, ale nie mówię: "Zrób tak czy tak". Ale czasem mam dni, kiedy lubię ciszę i lubię nie rozmawiać. We wszystkim musi być równowaga.

- W "Sanatorium miłości" przeprowadzasz wiele trudnych rozmów, podczas których uczestnicy dzielą się swoimi najtrudniejszymi momentami w życiu. Jak po całym dniu odreagowujesz te ciężkie emocje, które się wtedy pojawiają? Trudno Ci dojść do siebie, gdy schodzisz z planu?

- Nikt mnie nigdy o to nie zapytał, a faktycznie jest to trudne. Produkcja rządzi się swoimi prawami. Czasem pojawiają się przecież łzy, których się na pewno nie wstydzę, bo to przecież coś naturalnego, ale to długo później zostaje w środku. Podczas czterech tygodni zdjęć muszę przeprowadzić dwanaście intymnych rozmów. Często nagrywamy dwie rozmowy jednego dnia i to jest dla mnie bardzo ciężkie. Zawsze walczę o to, by nigdy nie były trzy, gdy pojawia się taki pomysł, bo to jednak by było za dużo na moją psychikę. Tym bardziej, że nie jestem psychologiem i nie mam superwizji, czyli rzeczy, z której korzystają specjaliści. Najczęściej po nagraniu wychodzę gdzieś na zewnątrz by pobyć w samotności, by wszystko poukładać sobie w głowie, odpocząć.

Zobacz również: "Sanatorium miłości". Marta Manowska we łzach. Kto opuścił turnus? Konflikt w grupie narasta. "Jest kobietą toksyczną"

- Gdy twoje programy się kończą, kontakt z wieloma osobami zostaje. Byłaś już na niejednym ślubie uczestników, którzy poznawali się pod okiem twoich kamer, prawda?

- Zawsze kiedy mogę, to chętnie w nich uczestniczę, bo każda para jest dla mnie ważna. Zdarzyło się tylko kilka razy, że nie mogłam być, ale to wynikało z obowiązków zawodowych. A tak to jestem zawsze. Byłam np. u Klaudii i Valentyna na ślubie, Krzysia i Bogusi, Agnieszki i Roberta, Małgosi i Pawła... Bardzo dużo tych uroczystości było. Uczestniczyłam na pewno w ponad połowie ślubów, więc niezły wynik. Z niektórymi uczestnikami nawet się zaprzyjaźniłam i to są dla mnie ważne relacje. W ogóle moja praca jest dla mnie czasem terapeutyczna. Jak mam takie momenty zwątpienia w siebie, swoją wartość czy sens w życiu i co się w nim robi, to patrzę na to, ile dobra powstało w programach, które prowadzę. Dzięki nim 16 osób jest ultra szczęśliwych, są nowe życia... I od razu robi się lepiej na sercu.

Rozmawiał Bartosz Pańczyk

Marta Manowska o "Rolnik szuka żony"

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki