W warszawskim sądzie okręgowym Rabczewscy zjawili się w komplecie – pozywający Agnieszkę pan Paweł oraz świadkowie: Doda, jej mama Wanda (65 l.) oraz brat Rafał (39 l.). Jednak wszystko skończyło się po pół godzinie. - Szybko poszło. Odroczone – oznajmiła po wyjściu z sali zadowolona z siebie Szulim.
- Z tego co wywnioskowałam, to Agnieszka całkowicie zwala winę na swoją stację. Uważa, że jest tylko i wyłącznie lektorem, który odczytuje to, co jej się daje na kartce. W związku z tym nie może odpowiadać za słowa, które wypowiada. A przecież mówiła, że nie jest pindą siedzącą przed kartką. Jednak nie jest konsekwentna – powiedziała „Super Expressowi” Doda.
Zobacz: Piersi i biodra mówią za siebie. Doda może urodzić całą gromadkę
- Decyzja sądu sprowadza się do tego, że potrzebne jest jeszcze do udziału w sprawie innego podmiotu i to powoduje, że musimy poczekać, aż ten podmiot się pojawi – powiedział „Super Expressowi” adwokat Łukasz Chojniak, reprezentujący Pawła Rabczewskiego.
Doda nie byłaby sobą, gdyby nie skomentowała ironicznie wyglądu Agnieszki Szulim. - Widzę moda w sądzie. Czerwone spodnie... Moda sądowa na bociana! - zakpiła.