Szykują się wielkie zmiany!

Rewolucja w „MasterChefie”! Nowy juror Tomasz Jakubiak zapowiada: „Postawiliśmy wszystko na jedną kartę” [WYWIAD]

2023-07-28 10:33

Tej jesieni w programie „MasterChef” po raz pierwszy uczestników oceniać będzie nie trzech, a aż czterech jurorów, do Magdy Gessler, Anny Starmach i Michela Morona dołączył bowiem TOMASZ JAKUBIAK. Ten rok przyniósł jednak rewolucję nie tylko w kulinarnym show, ale i prywatnym życiu kucharza. Jak odnajduje się w obliczu nowych wyzwań?

- Podobno w młodości pana mama bardzo mocno się sprzeciwiała, żeby został pan kucharzem. Co takiego ma w sobie gotowanie, że tak zażarcie mimo wszystko walczył pan o swoje marzenie?

- Od zawsze bardzo to lubiłem. Gotowanie było dla mnie formą relaksu, ale też pomagało w życiu towarzyskim, bo dzięki niemu mogłem się w pewnym sensie znaleźć w centrum uwagi, gromadząc ludzi przy jednym stole. Do tego pozwało mi to dawać upust nadwyżce energii, która kumulowała się we mnie od dziecka. Poza tym od początku miałem świadomość, że kucharz to jeden z tych zawodów, który zawsze i wszędzie będzie potrzebny, a jednocześnie daje pewien rodzaj wolności, pozwalając podróżować i wieść życie niebieskiego ptaka. Przede wszystkim jednak zawsze kochałem karmić. To wszystko sprawiało, że miałem w sobie dużą determinację, żeby gotować, z początku nie myśląc jeszcze o tym jako zawodzie. Kiedy jednak okazało się, że można jeszcze dzięki temu wszystkiemu zacząć zarabiać, uznałem, że tym bardziej się nie poddam.

- Decyzja okazała się słuszna, bo dziś występuje pan już w roli autorytety kulinarnego jako jeden z jurorów w programie MasterChef Junior, a od jesieni także w wersji dla dorosłych uczestników.

- Dołączenie do ekipy MasterChefa jest dla mnie niezwykłym momentem, bo sam przed wielu laty startowałem w pierwszych castingach na prowadzących, gdy polska wersja programu dopiero startowała. Nie udało mi się ich co prawda wówczas przejść, ale już wtedy zaczęła się moja przygoda z telewizją, po pojawiły się pierwsze propozycje gotowania przed kamerą. Zaczęło się w 2006 r. w Dzień Dobry TVN i od tamtej pory właściwie nie było już ani jednego sezonu, bym nie pracował przy jakimś formacie, czy to dla Kuchni+, czy to dla TVN Style czy innych kanałów. Na pewno wracam więc do MasterChefa z dużym sentymentem, ale też jest to też dla mnie spełnienie jednego z marzeń, bo rola gospodarza takiego show to dla szefa kuchni duża nobilitacja. MasterChef to bardzo prestiżowy format, który jest znany i ceniony na całym świecie, udział w nim otwiera więc naprawdę wiele drzwi.

Czym się różni "MasterChef Junior" do dorosłego "MasterChefa"?

- Tym samym po raz pierwszy w MasterChefie uczestników oceniać będzie nie trzech, a aż czterech jurorów. W takim powiększonym gronie pracuje się łatwiej czy trudniej?

- Ten zabieg został już wcześniej zastosowany w jednej z zagranicznych wersji programu, ale rzeczywiście decyzja o powiększeniu składu jurorskiego jest w pewnym sensie postawieniem wszystkiego na jedną kartę, bo nikt nie mógł do końca przewidzieć, jak to wyjdzie. My sami zastanawialiśmy się, czy nie okaże się jednak, że jest nas w jury za dużo, czy nie będzie tu konfliktu interesów, a przede wszystkim jak mi, z moim nieco innym podejściem do humoru czy opowiadania o potrawach, uda się wejść między wrony, które już od lat tutaj kraczą (śmiech). Okazało się jednak, że ten zabieg, choć mocno eksperymentalny, jest trafiony, bo nasza czwórka świetnie się uzupełniła w tej nowej edycji. Na początku co prawda zwracali mi uwagę, że trochę za dużo zabawy z mojej strony, a za mało powagi, ale wydaje mi się, że z czasem im także zaczął się ten mój humor udzielać. Oczywiście cała trójka zawsze była znakomita w roli jurorów, ale mam wrażenie, że teraz będzie to trochę inaczej wyglądało w telewizji.

- Dotąd oceniał pan wyłącznie uczestników MasterChefa Juniora. Przyznał pan jednak kiedyś, że ocenianie dzieci sprawia panu trudność. Z dorosłymi jest inaczej?

- Tutaj na pewno jest dużo łatwiej, bo dorosły człowiek już jest dużo bardziej świadom tego co robi, i co go może czekać. Mając 20, 30 czy 40 lat, nie raz już w przeszłości musieliśmy mierzyć się z różnymi przeszkodami, ale i krytyką, co oczywiście nie znaczy, że staje się ona łatwiejsza do przyjęcia. W przypadku oceniania dzieci jest jednak inaczej. Trzeba uważać, żeby ich nie skrzywdzić, a przede wszystkim, żeby nie podciąć im skrzydeł na resztę życia. Dla maluchów ten program to ogromne przeżycie, być może nawet największa przygoda, jakąś przeżyją w życiu. Dorośli zawodnicy wiedzą już, czego chcą, jedni liczą na rozwój, inni marzą o własnej knajpie, a jeszcze inni wierzą, że program przysporzy im popularności. Tu nie muszę już tak ostrożnie dobierać słów i mogę bardziej wprost mówić, co myślę.

- Debiut w roli nowego jurora MasterChefa to nie jedyny przełomowy moment w pana życiu. Niedawno świętował pan 40. urodziny. Przyznał pan wówczas, że w pełni podpisuje się pod hasłem hasłem: „życie zaczyna się po 40-tce”. Co to dla pana znaczy?

- Ten rok jest na pewno okazał się przełomowy w mojej karierze zawodowej, ale nie tylko, bo mam wrażenie, że – nazwijmy rzeczy po imieniu – dojrzałem (śmiech). Ten mały chłopiec, który dotąd we mnie drzemał, zaczął się zmieniać w dojrzałego mężczyznę. Zacząłem na wiele rzeczy patrzeć zupełnie inaczej. Jest już ojcem, za chwilę biorę też ślub. Wszystko w moim życiu nabrało o wiele większego tempa, bo oprócz MasterChefa Juniora mam też już teraz tzw. „dużego” MasterChefa, oprócz tego dostałem też ciekawy kontrakt w Kuchni+, w ramach którego będę nagrywać program, jeżdżąc po całym świecie. Oprócz tego zdecydowałem się na dość radykalną zmianę stylu życia, bo postanowiłem odstawić wszelkie używki i postawić na zdrowie. Ten rok, w którym przekroczyłem 40-tkę, jest więc takim momentem dużego zwrotu.

Magda Gessler: Wnuczka odziedziczyła temperament po mnie!

- Miłość do gotowania chłonął pan od dziecka. Chciałby pan, żeby pana synek tę kulinarną pasję odziedziczył?

- Oczywiście, chociaż nie do końca zgadzamy się w tej materii z partnerką. Ja bardzo bym chciał, żeby Tomek poszedł kiedyś w moje ślady, marzyłoby mi się, żeby mógł kształcić się za granicą i został w przyszłości świetnym szefem kuchni, choć zdaję sobie sprawę, że nie mogę przelewać swoich ambicji na syna, choć trudno jest ojcu powstrzymać się, by nie zabierać swojego syna do świata własnych zainteresowań. Anastazja daje mu być po prostu sobą i woli poczekać, by zobaczyć, w którą stronę skierują się jego zainteresowania. Bez względu na wszystko będę starał się zaszczepić w nim miłość do gotowania, nawet jeżeli ostatecznie będzie ją realizować wyłącznie w domowym zaciszu. Najbardziej zależy mi na tym, aby przekazać mu, jak ważne jest celebrowanie posiłków, kiedy, siedząc przy stole, zatrzymujemy się na chwilę. Dzięki temu możemy świat zobaczyć z zupełnie innej strony. Uważam, że jedzenie jest językiem szczęścia i miłości. Z reguły szczęśliwi ludzie kochają jeść, a ci szczęśliwi ludzie znają innych szczęśliwych ludzi i w ten sposób można sobie pięknie ułożyć fajne życie.

Sonda
Który program jest lepszy: MasterChef czy MasterChef Junior?