Szaranowicz: Rzuciłem w nauczycielkę kamieniem

2009-11-09 6:20

Znany komentator sportowy Włodzimierz Szaranowicz (60 l.) z pochodzenia jest Czarnogórcem, ale urodził i wychował się w Warszawie. Jak twierdzi, był grze-cznym dzieckiem, ale... karnie usunięto go ze szkoły. Tylko nam popularny dziennikarz opowiada o swoim dzieciństwie.

Moje dzieciństwo to warszawska Saska Kępa. Pierwsze lata swojego życia spędziłem w nieistniejącym już domu. Pamiętam piękną, kwitnącą i owocującą morelę, która rosła w ogródku przed domem.

Moje kolejne wspomnienia to podwórka, na których graliśmy w piłkę. To była piłka, którą wynosiło się z domu jak wielki skarb - skórzana, sznurowana, nadmuchiwana na tzw. cycek. Nasze mecze to była wielka ceremonia. Ten, kto miał piłkę, mógł decydować o wielu rzeczach. Chociażby ustalać skład drużyn. Moje dzieciństwo to tak naprawdę cały czas sport.

Trochę mi żal, że ten dom na Saskiej Kępie został zburzony i już nie istnieje. W ten sposób zatarł się kawałek mojego życia, miejsca, w którym zaczynała się moja życiowa droga. Fantastyczne było to, że istniały wielopokoleniowe domy. Też chciałbym taki stworzyć, ale jak wiadomo teraz wszyscy chcą być samodzielni.

Gdy miałem siedem lat, przenieśliśmy się na Muranów. Mieszkałem obok stadionu Polonii. To było jedno z trzech miejsc, w które kierowaliśmy nasze dziecięce drogi. Dwa pozostałe to forty Kusocińskiego oraz ruiny getta, gdzie zapuszczaliśmy się na tzw. wyprawy grozy. To był 1956 rok. Nie wszyscy mieli i mają świadomość, że w tych latach istniały jeszcze takie miejsca, gdzie można było znaleźć oznaki wojny.

Nie byłem łobuziakiem, ale pamiętam przykrą historię ze szkoły podstawowej. Byłem w czwartej klasie i wspólnie z kolegami graliśmy na boisku w piłkę nożną. Futbol był grą, w której emocje buzowały. Tego dnia pokłóciliśmy się na boisku. Za jednym z kolegów, który skrył się za węgłem szkoły, rzuciłem kamieniem. Pech chciał, że trafiłem nie w niego, ale w wychodzącą nauczycielkę śpiewu. W ten sposób straciłem szanse, żeby zostać śpiewającą postacią.

Skutek tego był taki, że cała nasza klasa, uważana za jedną z gorszych w szkole, została karnie przeniesiona na ul. Miłą do nowej szkoły. To była zupełnie inna grupa młodzieży. Tam o swoje trzeba było się bić, ale tego nauczyła mnie matka. Znowu trafił nam się świetny nauczyciel WF-u - Tadeusz Nowicki. Udało mu się ten żywioł w nas opanować. Wciągnął nas w rozgrywki piłki ręcznej, siatkówki i koszykówki. Pojawił się również nauczyciel fizyki Wojciech Włodarczyk, który był potem naszym trenerem pływania. To dzięki niemu w czwartej klasie zacząłem trenować pływanie w AZS Warszawa.

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE