Doda po raz kolejny wróciła do tragicznej śmierci Łukasza Litewki. Wokalistka podczas konferencji prasowej przed Krajowym Festiwalem Piosenki Polskiej w Opolu zdobyła się na bardzo osobiste wyznanie. Ujawniła, że jeszcze dzień przed dramatem żartowała ze społecznikiem, a dziś wciąż nie potrafi pogodzić się z tym, co się wydarzyło. Padły też mocne słowa o pożarze na grobie Litewki, kulisach tajnej współpracy z Kancelarią Prezydenta i zamieszaniu wokół fundacji. Temat jako pierwszy poruszył portal Kozaczek.
"Jeszcze przed obiadem żartowaliśmy"
Doda i Łukasz Litewka znali się prywatnie i od dłuższego czasu wspólnie angażowali się w akcje pomocowe. Społecznik współpracował z wieloma osobami ze świata show-biznesu, a wokalistka należała do grona tych, z którymi utrzymywał stały kontakt. Niedługo przed śmiercią spotkali się podczas wydarzenia charytatywnego Łatwogang.
Zobacz też: Ukochana Łukasza Litewki napisała emocjonalny list. "Nie mam nic do stracenia"
Artystka wspominała, że nic nie zapowiadało tragedii. Ich ostatnia rozmowa była pełna żartów i pozytywnej energii. Dzień później Łukasz Litewka zginął podczas przejażdżki rowerowej po potrąceniu przez samochód.
Jeszcze przed obiadem żartowaliśmy… Nic się nie martw, wszystko dokończę. Widzimy się w kolejnym wcieleniu. Nie wierzę w wypadki. Ale co ja tam wiem. Jestem tylko załamaną piosenkarką, której pękło serce. Kontynuujmy to, co Łukasz w nas wszystkich zasiał, jego misja i idea nie umrą nigdy
- napisała artystka po śmierci Litewki.
Pożara na grobie Łukasza Litewki!
Podczas konferencji prasowej w Opolu Doda ponownie wróciła do tej historii. W rozmowie z portalem "Kozaczek" zdradziła, że przez wiele miesięcy w tajemnicy pracowała razem z Łukaszem Litewką oraz Kancelarią Prezydenta nad rozwiązaniami dotyczącymi ochrony zwierząt. W pewnym momencie rozmowy usłyszała również informację o pożarze na grobie społecznika. Jak przyznała, zbieg okoliczności bardzo ją poruszył.
Ja cię kręcę. Niesamowite. No to super, bo my to długo trzymaliśmy w tajemnicy i może też tak chciał wykazać swoją obecność w wyjściu na światło dzienne tej informacji.
Wokalistka ujawniła też kulisy współpracy z Kancelarią Prezydenta. Jak podkreśliła, spotkania odbywały się regularnie i trwały po kilka godzin. Doda nie ukrywała zaskoczenia skalą zaangażowania urzędników.
Praktycznie od lutego do miesiąca wstecz, raz w tygodniu spotykaliśmy się na 3-4 godziny. Czasami dłużej. Ja musiałam uciekać, a oni jeszcze zostawali. To było coś niesamowitego, bo nie musiała tego robić Kancelaria Prezydenta. Oni sami wyszli z tą inicjatywą. My, nie ukrywam, też z Łukaszem prosiliśmy ich o pomoc, ale nie sądziliśmy, że to przyjmie aż taki obrót profesjonalny, konsekwentny, pełen zaangażowania, zapału. Także im bardzo serdecznie dziękuję
- mówiła.
Doda z Litewką walczyli o prawa zwierząt
Doda wyjaśniła również, że wspólnie z Litewką pracowała nad ustawą schroniskową i łańcuchową. W projekt zaangażowane były osoby od lat walczące o prawa zwierząt.
Ale też ta ekipa, którą razem z Łukaszem skonstruowaliśmy w postaci właśnie wspaniałej biegłej, dzięki której zamknięty został Sobolew i też z Fundacji dziewczyny, która też zamknęła Sobolew. I też prawniczki od Praw Zwierząt. Wszystkie te dziewczyny nam pomogły do każdego szczególiku w ustawie schroniskowej, która niedługo wejdzie i będzie procedowana. Dzięki temu mam nadzieję, że przyczyniliśmy się też w jakikolwiek sposób do uzyskania wspólnego mianownika z rządem. W końcu ta ustawa łańcuchowa weszła i wejdzie w światło dzienne
- tłumaczyła Doda.
"Rodzina Litewki dała mi jednoznacznie do zrozumienia, że oni wierzą tylko i wyłącznie organom ścigania"
W dalszej części rozmowy artystka odniosła się także do listu otwartego rodziny Łukasza Litewki oraz chaosu, jaki - jej zdaniem - zaczął narastać wokół fundacji. Przyznała, że docierają do niej różne niepokojące informacje, ale nie chce dolewać oliwy do ognia.
Zobacz też: Rodzina Łukasza Litewki wydała pilne oświadczenie. Nie kryją rozczarowania. "W sprzeczności z naszą wolą"
Czytałam, tam jest też straszny bałagan. Do mnie też dzwonią ludzie z jakimiś dziwnymi plotkami też na temat tej Fundacji. Nawet nie chcę ich powtarzać, bo nie chcę się w to w ogóle mieszać. Obiecałam sobie, że nie będę, po tym jak zostałam sprowadzona na ziemię przez prokuratora, a potem jak rodzina dała mi jednoznacznie do zrozumienia, że oni wierzą tylko i wyłącznie organom ścigania, nikomu innemu. To postanowiłam to uszanować, a też mam swoje sprawy. Moja przyjaciółka jest ciężko chora, więc pragnę zająć się żywymi. Ale tak to jest, no niestety kapitana nie ma, statek tonie
- powiedziała.
Czytaj też: Przyjaciel Litewki przerwał milczenie. "Zamiast czystego dobra, pojawiły się osobiste ambicje"
Doda ma informacje, ale ich nie ujawni
Na koniec Doda dała do zrozumienia, że sama posiada własne informacje dotyczące całej sprawy, jednak nie zamierza działać wbrew woli rodziny zmarłego społecznika.
Znacie mnie już trochę. Dla mnie groźby działają zachęcająco. (…) Ja tylko się wycofuję, jeżeli czuję, że się wpraszam. A tam miałam wrażenie, że po prostu nie chciałam robić czegoś wbrew woli rodziny Łukasza, więc ja swoje wiem. Mam swoje informacje, swoje źródła, a każdy sobie żyje jak chce. Mam nadzieję, że kiedyś dowiemy się prawdy
- podsumowała wokalistka.
Nie przegap: Michał Wiśniewski zapłakał, gdy usłyszał wyrok. Emocje wzięły górę!