Nowy kryminalny hit już w Polsce! Tobias Lindholm opowiedział o swoim serialu
"Super Express": Nie wiem, czy wiesz, ale Polacy uwielbiają seriale kryminalne, zwłaszcza seriale z Danii, Norwegii, Finlandii. Czujesz, że wchodzący właśnie do Polski serial "Dochodzenie" jest inny niż te, które już widzieliśmy?
- Myślę, że tak. Wpisuje się w tradycję skandynawskich opowieści kryminalnych, ale jest jeden ważny element, który został pominięty, co odróżni go od, jak sądzę, każdego innego serialu kryminalnego, który widzieliście. Czuję bardzo mocno na barkach ciężar i jestem pod wpływem skandynawskiej tradycji, która w moich oczach zaczęła się od dziesięciu pierwszych książek o Becku w latach 70. Więc ten sposób opowiadania, gdzie bohaterowie odzwierciedlają społeczeństwo, w którym żyją, jednocześnie angażując się w zbrodnię, jest, jak czuję, moją inspiracją do śledztwa.
Widziałam opinie, że to, co jest inne w "Dochodzeniu", to ta estetyka – bardzo ascetyczna. Wiesz, co mam na myśli? Bez detali, bez spektakularnych scen, tylko historia i możesz skupić się na historii.
- Tak, tak, to wszystko jest bardzo szczere. Serial nazywa się "Dochodzenie" i jest o dochodzeniu. Nie jest o zbrodni. Więc w ten sposób się wyróżnia. Nie chodzi o sprawcę. Chodzi o ludzi, którzy wykonują swoją pracę w śledztwie i przynajmniej ja czułem, nadal czuję, że ten gatunek true crime, który pojawił się znacznie później niż skandynawski noir, ale który jest bardzo zafascynowany zbrodnią, jakąkolwiek by ona nie była, jest bardzo zafascynowany sprawcą, kimkolwiek by on nie był. Przynajmniej dla mnie jest to trochę puste. To jak jedna wielka, czarna, ciemna przestrzeń bez prawdziwej substancji. I tak poczułem, że przy "Dochodzeniu" musiałem odciąć się od gatunku true crime i zamiast tego skupić się na tym, co można by nazwać prawdziwym dochodzeniem. Znacznie bardziej inspirowałem się Sherlockiem Holmesem lub innymi opowieściami detektywistycznymi, które są zafascynowane nauką i metodologią stojącą za dochodzeniem w takiej zbrodni, a nie tylko zafascynowane ciemnością czy okrucieństwem zbrodni.
To prowadzi mnie do pytania o inny serial, który pokochali polscy widzowie i widzowie na całym świecie – to "Mindhunter". Czy czułeś presję po wielkim sukcesie tego serialu, żeby, wiesz, dorównać mu swoim nowym "Dochodzeniem"?
Wiesz, czułem, że pod wieloma względami wiele się nauczyłem, robiąc "Mindhunter", i myślę, że pod wieloma względami w tym serialu też nie chodziło też o samą zbrodnię. Było wiele wywiadów z ludźmi, którzy zabili ludzi, ale nigdy tak naprawdę nie widziałeś, przynajmniej w sezonie, w którym brałem udział, żadnego okrucieństwa. Wszystko było bardziej wyobrażeniem okrucieństwa. Więc tak, nie wiem, czy czułem presję, ale zdecydowanie czułem, że wiele się nauczyłem z "Mindhuntera", co starałem się wnieść do "Dochodzenia".
Zobacz również: Seriale o seryjnych mordercach - najlepsze produkcje o psychopatach
Scenarzysta "Mindhuntera": Będzie 3. sezon?
W "Mindhunterze" są historie zabójców, których większość z nas zna, większość widzów zna z innych true crime'ów czy może książek, ale serial pokazuje zupełnie inną stronę tego. Czy to był twój cel, czy po prostu tak wyszło?
- "Dochodzenie"? A, nie, "Mindhunter". Napisałem i wyreżyserowałem dwa odcinki. Więc "Mindhunter" był w dużej mierze projektem Davida Finchera, a potem on zaprosił mnie do udziału w nim. Wiele się z niego nauczyłem. Czułem, że "Mindhunter" jest i był w swojej istocie portretem ludzkiej potrzeby i fascynacji ciemnością. Mhm. Odzwierciedlonej w tych dwóch agentach FBI. I czułem, że "Dochodzenie" było prawie, wiesz, przeciwieństwem. To była fascynacja nie ciemnością, ale światłem, które towarzyszy śledztwu. To jest inna strona tego.
Ostatnie pytanie o "Mindhuntera", muszę zadać, bo widzowie pytają, czy myślisz...
Nie, nie, idealnie. Chętnie porozmawiam o "Mindhunterze".
- Czy czujesz, że będzie następny sezon i czy chciałbyś być zaangażowany, jeśli tak się stanie?
- Myślę... mam nadzieję, jestem wielkim fanem. Mam nadzieję, że zrobią trzeci sezon. Albo film, albo cokolwiek z nim. Czuję, że to tak bardzo uniwersum Davida Finchera, więc on mnie już nie potrzebuje. Jakaś inna młoda osoba może przejąć, a ja mogę skupić się na swoich własnych filmach, ale jako fan mam nadzieję, że zrobią kolejny sezon. Uwielbiałem nad tym pracować i uwielbiałem to oglądać.
Scenarzysta "Na rauszu" wyznaje: Mój ojciec zmarł z powodu picia
Tak, fani się tego domagają. Więc mam nadzieję, że tak się stanie. Chcę cię też zapytać o filmy, które zrobiłeś z Madsem Mikkelsenem, bo one też są uwielbiane, a ja osobiście kocham ten "vibe" tego aktora, również w mediach społecznościowych. Nie wiem, czy widziałeś, jest w tylu memach i w tylu wiralowych filmikach, zwłaszcza z filmu "Na rauszu", gdzie jest scena, w której tańczy.
- Nie wiedziałem, właściwie zostawiłem media społecznościowe za sobą. Złościłem się każdego ranka, kiedy patrzyłem na media społecznościowe, więc postanowiłem je opuścić. Ale jestem świadomy, że zwłaszcza taniec jest ikonicznym momentem w cudownym filmie i nie jestem zaskoczony, jeśli stał się wiralem i zamienił się w mema. Wiesz, współpraca, którą miałem z Thomasem Vinterbergiem i Madsem Mikkelsenem przy "Polowaniu" i "Na rauszu" była, wiesz, bardzo bliska mojemu sercu. Była cudowna. Obaj są wspaniałymi, wspaniałymi artystami i nie jestem zaskoczony, że Mads stał się wiralem. Tak, to ma sens.
Słyszałam, że częścią castingu było to, że w przeszłości Mads był tancerzem, że ma w tym doświadczenie. Czy to prawda?
- Myślę, że jest odwrotnie. Już wiedzieliśmy, że Mads zagra tę rolę. Ale ponieważ jest tancerzem, napisałem dla niego sceny taneczne. Więc to już była jego rola, ale ponieważ jest tancerzem, postanowiliśmy dodać trochę tańca.
Wiesz, ten film "Na rauszu" trochę myli ludzi, bo nie wiedzą, czy pokazuje dobrą stronę alkoholu, czy złą stronę.
- To jest... Cóż, mój ojciec zmarł z powodu picia, więc w ten sposób alkohol ma bardzo ciemną stronę, ale ja... ja też chętnie piję i lubię pić, kiedy świętuję, i widzę jakość lampki wina od czasu do czasu, kiedy jej potrzebujesz, albo dwóch. Więc myślę, że dwie rzeczy mogą być prawdziwe jednocześnie, a zwłaszcza w przypadku alkoholu jest tak, że, wiesz, Dania i zakładam, że Polska również, z mojej wiedzy o Polsce... Mamy silne kultury alkoholowe, gdzie ludzie w Danii lubią piwo i wódkę. Wyobrażam sobie wódkę i polskie piwo w Polsce i widzę w tym wiele zalet. To jest cały instrument społeczny do tworzenia, wiesz, społeczności. Ale oczywiście jest to również bardzo niebezpieczne dla niektórych ludzi i trzeba to traktować z szacunkiem, gdy się tego używa. Nie sądzę, żeby film dotyczył tego, czy to było dobre, czy złe. Chodziło raczej o to, że może być i dobre, i złe.
Tak, w Polsce, jak powiedziałeś, mamy "tradycję" picia, ale większość filmów o piciu w Polsce jest bardzo poważna i pokazuje bardzo negatywną stronę alkoholizmu. I zastanawiam się, jakie oburzenie wywołuje zrobienie filmu o zabawie wynikającej z picia alkoholu, bo wiele scen z Madsem pokazuje po prostu świetną zabawę, którą ma. Czy nie sądzisz, że to może być, wiesz, niebezpieczne dla niektórych widzów?
- Nie, nie sądzę. Myślę, że tworzenie sztuki o życiu i opowieści o życiu to jest to, co robimy, a gdybym opowiadał tylko historie o tym, jak ciemny i niebezpieczny jest alkohol, nie mówiłbym prawdy. Odzwierciedlałbym jakieś przesłanie polityczne i byłbym, wiesz, hipokrytą, bo znam sekret. Wiem, że alkohol może być też wspaniały i cudowny, i magiczny, otworzyć ducha. Ale to nie znaczy, że nie jest niebezpieczny. To po prostu oznacza, że ma oba efekty i może, może to jest prawda o wszystkim, co jest naprawdę, naprawdę dobre, że ma też bardzo ciemną stronę. I że musimy o tym rozmawiać w ten sposób. Pamiętam, że myślałem, że wszystkie filmy były o tym, że alkoholik zawsze będzie smutną, samotną osobą mieszkającą w ciemnym mieszkaniu, siedzącą samotnie i pijącą się na śmierć. Ale kiedy rozejrzałem się po świecie, w którym jestem, widzę ludzi, którzy mogą być alkoholikami, ale zawsze piją, bo myślą, że mają coś do świętowania. Więc w ten sposób myślę, że nasze przedstawienie różnych sposobów używania alkoholu w "Na rauszu" jest bardziej prawdziwe niż większość filmów. Thomas Bo Larsen umiera z tego powodu. Mads rujnuje sobie życie i musi walczyć, żeby je odzyskać. Magnus przechodzi przez walkę z łatwością i takie jest życie. Ktoś upada i uderza się, ktoś zawsze jest na szczycie i myślę, że to jest jedyny sposób na opowiadanie historii, zamiast zawsze robić rzeczy lepszymi, niż są, albo gorszymi, niż są.
Tak, często pokazuje się jedną stronę. I myślę, że to jest swego rodzaju powracający motyw u ciebie i Madsa, bo również w "Polowaniu" pokazujesz kontrowersyjny temat, który może być, wiesz, odczytany na dwa sposoby. Jeden z nich to to, co pokazałeś, czyli że oskarżenie o wykorzystywanie seksualne może zniszczyć czyjeś życie. Ale też drugą stroną jest fakt, że wielu ludzi nie wierzy prawdziwym ofiarom. Więc ten film również dotyka dwóch stron trudnego problemu, prawda?
- Zgadza się. Zgadza się, ale myślę, że to jest cel opowiadania historii – objąć i wyrazić złożoność życia.
Ale czy miałeś jakieś negatywne opinie, czy ludzie byli źli na "Polowanie", bo pokazało drugą stronę, stronę, która przedstawia ofiarę molestowania jako kłamcę?
- Nie, nie sądzę. Nie pamiętam tego w ten sposób. Myślę, że film został dobrze przyjęty i rozpoczął rozmowę o tym, czym jest prawda i jak wszyscy jesteśmy emocjonalni, i myślę, że ponieważ Thomas, reżyser, już wcześniej zrobił "Celebrację". Zrobił jeden film o ofierze, w ten sposób "Polowanie" było przeciwieństwem. To historia o facecie, który był ścigany przez to kłamstwo. Możesz to porównać do, wiesz, dzisiejszych fake newsów, gdzie kłamstwa rozprzestrzeniają się bardzo łatwo, i ważne jest, żeby kwestionować co jest prawdą, a co nie. Ale to było głównie spojrzenie na duńskie społeczeństwo i spojrzenie na to, co by się stało w małej duńskiej wiosce, gdyby takie kłamstwo wyszło na jaw. Jak wyrafinowani byśmy byli i jak szybko zamienilibyśmy się w średniowieczną wioskę na polowaniu na czarownice?
Zobacz również: Mads Mikkelsen w polskiej produkcji. „To nazwisko, o którym marzyliśmy"
Duński scenarzysta wprost o Trumpie: Grenlandczycy powinni decydować o sprawach Grenlandii
Powiedziałeś, że zdecydowałeś się zrezygnować z mediów społecznościowych. Ja zrezygnowałam z Twittera, bo było tak samo, jak u ciebie. Złościłam się na to. Ale co do tych fałszywych wiadomości, o których mówisz, jest wiele fałszywych wiadomości o twoim kraju, które powiedział Donald Trump w kontekście Grenlandii. Czy to jeden z powodów, dla których skończyłeś z czytaniem tych wiadomości?
- Nie, zrezygnowałem z mediów społecznościowych na długo wcześniej, ale powiem, że Donald Trump zdecydowanie sprawiłby, że spojrzałbym w tę stronę. Nie jestem pod wrażeniem mediów w tej chwili, a zwłaszcza mediów społecznościowych. I tak, pod wieloma względami myślę, że to zdrowsze, jak dieta, jak dieta psychiczna. Zdrowsze jest trzymanie się z dala.
Czy możesz mi powiedzieć, jako Duńczyk, co sądzisz o całej tej sprawie z Grenlandią, bo teraz jest ciszej, ale myślę, że ten temat wciąż żyje i czasami powraca. Co ty i Duńczycy o tym myślicie?
- Ja, wiesz, nie jestem przygotowany, żeby rozmawiać o sytuacji na Grenlandii. Nie wiem, co powiedzieć o tym, poza tym, że myślę, że ostatecznie to zależy od Grenlandczyków, co powinno się stać z Grenlandią. To niekoniecznie zależy od Danii czy od Trumpa. I myślę, że to niebezpieczne, jeśli sojusz NATO się rozpada, ale chyba to bardzo powszechna myśl. powszechna myśl. Um. Chyba to wszystko, co mam do powiedzenia na ten temat, poza tym, że wydaje się, że komunikacja amerykańskiej administracji wydaje się bardzo agresywna i że musimy to chyba potraktować poważnie.
Link do serialu ZA DARMO: KLIKNIJ TUTAJ
