Love is Blind - o co chodzi w tym formacie?
Format „Love is Blind” to eksperyment sprawdzający, czy miłość może istnieć bez oceniania wyglądu. Singlowie randkują w odizolowanych kabinach, gdzie słyszą jedynie swój głos. Przez kilka dni budują więź opartą wyłącznie na rozmowie, nie wiedząc, jak wygląda partner. Kluczowym momentem są oświadczyny – dopiero po ich przyjęciu para spotyka się twarzą w twarz. Następnie narzeczeni zamieszkują razem i poznają swoje rodziny, by sprawdzić, czy relacja przetrwa w realnym świecie. Finał odbywa się przed ołtarzem, gdzie uczestnicy w obecności bliskich podejmują ostateczną decyzję: biorą ślub lub po prostu nie.
Format rozpoczął się w USA, aby rozwinąć się na takie kraje jak Francja, Brazylia, Japonia, Szwecja czy ogólnie świat arabski.
"Love is Blind: Polska" - te rzeczy mogą zdecydowanie zaskoczyć
Po ogłoszeniu "Love is Blind:Polska" wiedziałam, że muszę obejrzeć odmianę tego formatu w naszych realiach. Miałam pewne obawy, bo niektóre polskie reality, które są zaczerpnięte z innych krajów wypadają po prostu różnie. Momentami przaśnie, nudno i tanio. Czy tak było z tym reality show? Zapraszam na bezpospojlerową recenzję pierwszej części (5 odcinków) "Love is Blind:Polska".
To, co moim zdaniem było najważniejsze i na szczęście - przeniesiono wygląd zarówno kabin, sali jak i kultowe kieliszki do polskiego odpowiednika. Nie wygląda to wszystko tanio, tylko bardzo profesjonalnie. Tak, jakbyśmy oglądali amerykańskie reality show na wysokim poziomie.
Mała rzecz, ale która mnie ucieszyła - to casting. Zapowiedzi sprawiły, że wątpiłam w szczere intencje niektórych uczestników. Po kabinach i podróży zaręczynowej jestem jednak pewna, iż sporo z kandydatów naprawdę szukało miłości. Mieli swoje traumy, swoje przeżycia, ale zdecydowana większość głośno o nich mówiła.
Jak na reality show nie zabrakło też oczywiście dram! Już w pierwszym odcinku mieliśmy ich kilka, a niektóre o naprawdę błahe rzeczy. Natomiast jestem pewna, że widzów one pochłoną. W takich momentach było widać, że uczestnikami targają emocje i są takimi zwykłymi ludźmi - jak my. Są tacy, których od razu nie polubimy, a są i tacy, którzy nas poruszą.
Jedna rzecz zawiodła w "Love is Blind:Polska"
Była jednak jedna rzecz, która budziła moje ogromne obawy już przy ogłoszeniu, a potem podczas zwiastuna i niestety potwierdziło się podczas wszystkich odcinków - prowadzący. Nie są to główni aktorzy w tym reality show, ale w innych krajach widać, że są oni jacyś. Potrafią się postawić, coś wyciągnąć, a nawet złapać widza za serce. W przypadku polskiego "Love is Blind" moim zdaniem niestety to prowadzący są największą bolączką. Momentami miałam wrażenie, że zarówno Andrzej jak i Zosia się po prostu męczą, a być może stresują? Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Nie wyczułam od nich natomiast żadnych emocji, a w przypadku pytań do uczestników nie pokazano żadnych pozytywnych/ciekawych/negatywnych odczuć. Może i taki był zamysł, że państwo Wrona mieli być tak neutralni? Tego niestety nie wiem, natomiast patrząc na inne kraje, nasi prowadzący odstają od innych państw.