Informacja o pożarze błyskawicznie obiegła media społecznościowe i wywołała ogromne emocje. Według relacji świadków wszystko wydarzyło się nagle. Jeszcze chwilę wcześniej przy grobie panował spokój, a chwilę później na miejscu pojawiły się policyjne i strażackie sygnały.
Pierwsza przyjechała policja
O szczegółach zdarzenia opowiedział zarządca cmentarza Damian Bacia, który był na miejscu w chwili interwencji służb.
Akurat byłem otworzyć bramę, bo mieliśmy pogrzeb o godz. 12. Pół godziny wcześniej otwierałem kaplicę. I nagle słyszę syreny. Pierwsza przyjechała policja, a za nią dwa wozy strażackie. Przyjechali strażacy, rozciągnęli węże. Prosiłem, żeby tylko delikatnie polewali. Ale byli fachowcami, strat nie narobili żadnych/
- relacjonował w rozmowie z "Faktem".
Na szczęście sytuację udało się szybko opanować i ogień nie rozprzestrzenił się na większą część cmentarza. Zarządca nekropolii podkreślił jednak, że miejsce wokół grobu Łukasza Litewki było wyjątkowo mocno zastawione zniczami, kwiatami i wieńcami, co mogło sprzyjać rozwojowi ognia.
Czytaj też: Doda dostała od rodziny Litewki zakaz wtrącania się w śledztwo! "Mam swoje informacje"
Co spowodowało pożar na grobie Litewki?
W sieci niemal natychmiast pojawiły się spekulacje dotyczące przyczyn pożaru. Niektórzy internauci sugerowali nawet celowe działanie. Zarządca cmentarza stanowczo studził jednak emocje i apelował, by nie wyciągać pochopnych wniosków.
Niczyja to wina ani żadna celowość czy zła wola. Był wiatr i dużo zniczy różnego rodzaju. Prawdopodobnie wiatr przewrócił któryś wieniec i się zapaliło. .
Bacia zwrócił również uwagę, że problemem nie jest sama pamięć o zmarłym, lecz ogromna liczba pozostawianych przy grobie zniczy i wkładów.
Tu wszystko było zastawione zniczami. Myśmy chyba trzy lub cztery razy wypalone znicze wywozili. Dlatego proszę, żeby nie stawiać ich już tyle. Pomodlić się, kupić karmę, a nie zastawiać, by rodzina też miała dostęp do grobu.
"Niestety stało się, co się stało"
Ukochana Łukasza Litewki, Natalia Bacławska, pojawiła się przy jego grobie i nie ukrywała emocji związanych z całą sytuacją. Jak podkreśliła, rodzina już wcześniej wielokrotnie prosiła odwiedzających o rozwagę i ograniczenie liczby zniczy pozostawianych przy miejscu pochówku.
Sprawdź: Przyjaciel Litewki przerwał milczenie. "Zamiast czystego dobra, pojawiły się osobiste ambicje"
Niestety stało się, co się stało. Był wiatr, suche wieńce, ludzie stawiali nie tylko te zamknięte znicze, ale też wkłady. Wystarczył nawet lekki podmuch wiatru na wieniec, na taki wkład. Prosiliśmy wielokrotnie, żeby nie stawiać aż takiej dużej ilości. Chodzi o to bezpieczeństwo, mamy też poczucie odpowiedzialności za groby obok nas
- powiedziała Natalia Bacawska w rozmowie z "Faktem".
Dodatkowy ból dla bliskich Łukasza
Ukochana Łukasza Litewki przyznała również, że sam pożar był dla bliskich dodatkowym ciosem w bardzo trudnym czasie.
Nie chcieliśmy tej sytuacji. Wydarzyła się. To, co się wydarzyło wczoraj, było dodatkowym bólem. Nie chcemy, by taka sytuacja się powtórzyła. Dlatego proszę wszystkich, w imieniu bliskich Łukasza, zanim powstanie pomnik, żeby po prostu bardzo uważali na to, gdzie i co zostawiają.
Tragiczna śmierć Łukasza Litewki wciąż budzi ogromne emocje, a jego grób regularnie odwiedzają mieszkańcy Sosnowca oraz osoby poruszone działalnością społecznika. To właśnie ogrom pozostawianych zniczy i kwiatów sprawił, że miejsce stało się szczególnie podatne na przypadkowe zaprószenie ognia.
Nie przegap: Z ostatniej chwili! Książulo trafił do szpitala! Przeszedł operację. Wykryto "coś jeszcze"