Grał od piątego roku życia
Zbigniew Wodecki od dziecka wykazywał ogromny talent muzyczny. Jak mówił w wywiadach, była to zasługa genów. W końcu jego tat, Józef był założycielem orkiestry Polskiego Radia w Katowicach, a także Symfoniczną Orkiestrę Polskiego Radia w Krakowie. Mama Irena również miała ten dar. Była śpiewaczką operową. Rodzice artysty widząc jego talent, od razu postanowili pchnąć małego Zbyszka w kierunku muzyki. Już jako pięcioletni chłopiec uczył się grać na skrzypcach, które towarzyszyły mu do końca jego dni.
Mój zawód i pasja, która mnie dotknęła – mogę powiedzieć – genetycznie to jest nieustanny pęd do osiągnięcia sukcesu – żeby się popisać, zdać dyplom, egzaminy, żeby się podobało, żeby były brawa. Potem człowiek osiąga sukces i jest to początek nowej orki. (…) Ponieważ życie to wielki egzamin
– opowiadał w rozmowie z PAP w 2015 r. Kariera Wodeckiego zaczęła się od krakowskiej Piwnicy pod Baranami. To właśnie tam dawał swoje pierwsze występy na skrzypcach. I to właśnie tam, jako 20-letni chłopak zakochał się w swojej żonie Krystynie. To właśnie dla niej w kolejnych latach napisał utwór „Lubię wracać tam, gdzie byłem”.
Miłość od pierwszego wejrzenia
Historia ich miłości mogłaby nadawać się na komedię romantyczną. On stał na scenie, na której szykował się do występu. Ona siedziała w pierwszym rzędzie i czekała na koncert. Kiedy Wodecki dojrzał Krystynę wśród publiczności, trafiła go strzała Amora. Podobno na jej widok popękały mu wszystkie struny w skrzypcach, a gwiazdor uznał to za znak z niebios. Długo nie zwlekali ze ślubem. Pobrali się w 1971 roku w Krakowie. Przyjęcie weselne wyprawili w dwupokojowym mieszkaniu, w którym później wiedli szczęśliwe życie, o którym śpiewał w piosence „Lubię wracać tam, gdzie byłem”. O tekst do tego utworu poprosił Wojciecha Młynarskiego, który odwiedził zakochanych w Krakowie i zobaczył ich kamienicę, życie jakie wiodą oraz uczucie jaki ich łączy. Potem przyszedł czas na dzieci. Pierwsza córka Joanna urodzona się w 1971 roku, 2 lata później na świecie pojawiła się Katarzyna, a w 1975 roku syn Paweł.
Większość czasu spędzał w samochodzie
Zbigniew Wodecki był rozchwytywaną gwiazdą. Potrafił grać kilkadziesiąt koncertów w miesiącu. Kiedy się do niego dzwoniło, zazwyczaj był w samochodzie - w drodze na koncert, albo wracając z koncertu do domu. Jak podkreślał w wywiadach, rozłąki z żoną były dobrą receptą na ich udane małżeństwo.
W ciągu roku byłem w domu zaledwie przez cztery miesiące. Kiedyś z żoną doszliśmy do wniosku, że dzięki temu, iż tak często byłem nieobecny, nasz związek tak długo trwa. Gdyby nie tryb mojej pracy, pewnie byśmy się pozabijali, bo mamy zupełnie inne charaktery. A tak nie wchodzimy sobie w drogę i dzięki temu jesteśmy do dziś szczęśliwi
- mówił w wywiadzie dla Pomponika. Pani Krystyna postanowiła zająć się domem i dziećmi.
Nie rozstawał się ze skrzypcami
Artysta zabierał swoją rodzinę na zagraniczne wakacje. Nie potrafił jednak wyłączyć całkowicie głowy. Co więcej wszędzie zabierał ze sobą swoje ukochane skrzypce, na których grał wczasowiczom.
Rzeczywiście urlopy się skracały, natomiast ojciec, znając swoje słabości jeżeli chodzi o umiejętność chwilowej stabilizacji i zejścia ze sceny, zabierał ze sobą czasem skrzypce. Jak byliśmy kiedyś na małej wysepce w Chorwacji z szeregiem znajomych, to ojciec brał skrzypce i jak mu naprawdę doskwierało, to wychodził na środek ryneczku maleńkiego z jedynym kościółkiem, wyciągał te skrzypce i zaczynał grać. Nikt go tam nie znał, nie wiedział, kim on jest. Wiadomo, że było kółeczko, potem były brawa, a on mógł spokojnie kontynuować wakacje
- powiedziała w "Dzień Dobry TVN" córka Zbigniewa Wodeckiego, Katarzyna Wodecka-Stubbs. W jednym z wywiadów potwierdził ten fakt Krzysztof Materna.
Odkładał sztućce, brał skrzypce i wykonywał „Pszczółkę”. Bo skrzypce i trąbkę miał zawsze przy sobie w swojej sławnej walizeczce. Do szczęścia potrzebny był mu jeszcze dobry samochód, który szybko mógłby go dowieźć z Przemyśla do Szczecina
- powiedział.
Chorował na serce
Wodecki mówił otwarcie o swojej chorobie.
Mam migotanie przedsionków i lekką rozedmę płuc, codziennie muszę przyjmować leki, ale jakoś daję radę. Te dolegliwości zawdzięczam graniu na trąbce, która wbrew pozorom jest ciężkim, dętym instrumentem. Ale gdy stoję przed publicznością, nie myślę o sobie
- powiedział artysta w rozmowie z Pomponikiem. To niemyślenie o sobie doprowadziło niestety do tragedii. 5 maja 2017 roku Wodecki przeszedł w Warszawie operację wszczepienia bypassów. Trzy dni później stan gwiazdora nagle się pogorszył i doznał on rozległego udaru mózgu. Mimo starań lekarzy nie dało się uratować piosenkarza. Zmarł 22 maja.
Olga Bończyk: Byłam z nim do ostatniej chwili
Śmierć Zbigniewa Wodeckiego była ogromną stratą dla jego żony, dzieci i rodziny ale również dla przyjaciół, w tym Olgi Bończyk. Piosenkarka opłakiwała artystę, z którym wielokrotnie koncertowała. Jak twierdziła po jego śmierci, rozumieli się jak mało kto.
Myśmy się naprawdę dogadywali artystycznie w sposób niebywały. Ja nie przypominam sobie przez całe swoje życie kogoś, z kim by mi się tak dobrze pracowało i rozumiało muzycznie. I on mówił dokładnie to samo. [...] Naprawdę stojąc na scenie, myśmy dokładnie tak samo oddychali, uwielbialiśmy tę samą muzykę, porozumiewaliśmy się tym kluczem muzycznym przez skórę
- powiedziała artystka w jednym z wywiadów. W rozmowie z Mariolą Bojarską-Ferenc dla "Vivy" zdradziła, że towarzyszyła przyjacielowi do ostatniej chwili.
Zbyszek - też byłam z nim do ostatniej chwili. I to są takie rzeczy, które zostawiają ogromny ślad
- mówiła. Tego typu wypowiedzi tylko podsyłały plotki o ich relacji. Kilka lat przed śmiercią Wodecki jednak stanowczo wypowiedział się na temat romansów w świecie show-biznesu.
Nieskromnie powiem, że jestem zbyt popularny, żeby pozwolić sobie na jakieś niestosowne zachowania. W dzisiejszych czasach nic się nie ukryje. Czasami chciałaby dusza do raju, ale trzeba się liczyć z konsekwencjami. A tak poważnie, nie miałem czasu na romanse, bo po pierwsze byłem nieśmiały i zawsze zawstydzony w kontaktach z kobietami. Poza tym byłem skoncentrowany na robieniu kariery i zarabianiu na dom
- powiedział w rozmowie z Pomponikiem.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Maciej Musiał w objęciach tajemniczej brunetki. Ogrzewała go swoim ciałem. Ile tam czułości!