Lidia Popiel, żona Bogusława Lindy: Byłam za słaba na szkołę aktorską

2010-08-24 17:00 kawi

Ldia Popiel (51 l.) to kobieta niezwykła. Uważała się za osobę przeciętną i nieśmiałą, a mimo to została modelką. Chciała być aktorką, ale nie przyjęli jej do szkoły, bo... za słabo wypadła na zdjęciach. Żona Bogusława Lindy (58 l.) opowiada nam o swojej młodości.

Moje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa to nauka jazdy na rowerze. Nie wiem czemu. Po prostu z tym mi się kojarzy. Uczyłam się tej sztuki sama, podpierając się nogami. To było bardzo przyjemne wrażenie, które do dziś zostało mi w pamięci. Zawsze byłam bardzo samodzielna. Wielu rzeczy musiałam uczyć się sama i tak mi zostało do dziś. Mama pracowała i samotnie wychowywała mnie i mojego młodszego brata. Myślę, że również dlatego szybko musiałam nauczyć się odpowiedzialności, żeby się nim opiekować.

Byłam osobą bardzo nieśmiałą. Miałam mało wiary w siebie, ale gdy musiałam się do czegoś zebrać lub coś zrobić, to się w sobie zbierałam. Myślę, że byłam też przeciętną uczennicą. Oprócz niewiary, było we mnie sporo lenistwa.

Przez chwilę myślałam, żeby zostać aktorką. Zagrałam nawet w filmie "Gdziekolwiek jesteś panie prezydencie". Dokładnie w scenie z powstania, w której zostaję zastrzelona i umieram. Myślałam o szkole aktorskiej, poszłam nawet na zdjęcia próbne namówiona przez kolegę. Ale niestety, a może na szczęście, fatalnie na nich wypadłam.

Nie pamiętam dokładnie, kto to był, ale zaprosił mnie do Centrum Wzornictwa Przemysłowego. Poznałam tam kilku fotografów. Pewnego dnia okazało się, że zabrakło modelki, a trzeba było szybko kogoś sfotografować. Ja akurat byłam pod ręką. Następnym razem brakowało dziewczyny, która zaprezentuje się w kolekcji młodzieżowej i znowu poproszono mnie.

I tak to się zaczęło. Na dobre wpadłam w te kolekcje młodzieżowe. Ciągnęło się to przez parę ładnych lat. Po drodze pojawiłam się też na okładce pisma "Walka Młodych". Miałam 17 lat i... nikt mnie nie poznał. Siedziałam w samochodzie, miałam rozwiane włosy, makijaż. Wtedy tak naprawdę nie celebrowano takich zdarzeń, jak okładka pisma. Była i już. Tak naprawdę niechcący wkręciłam się w to środowisko, nie przypuszczałam, że mogę pracować jako modelka. To było zajęcie, które pozwoliło przełamać mi moją nieśmiałość.

W pewnym momencie zdecydowałam się na wyjazd do Paryża. To było urocze doświadczenie. Byłam tam parę miesięcy. Myślałam, że tam wrócę, ale moje życie ułożyło się tak, że nie było już okazji. Dziś myślę, że mamy swój Paryż tu, w Warszawie.

Przy okazji jednej z sesji, podczas której zajmowałam się makijażem i stylizacją, postanowiłam zobaczyć, jak to jest, gdy stoi się za obiektywem aparatu. Postanowiłam zrobić zdjęcie i okazało się, że wyszło całkiem fajnie. Wtedy pomyślałam, że będę fotografem.

Najnowsze