Na wysokości ulicy Statkowskiego, niedaleko Elektrociepłowni Siekierki, stracił panowanie nad pojazdem, skosił dwie latarnie i zatrzymał się w rowie. - Mężczyzna był nietrzeźwy i nie posiadał przy sobie dokumentów - mówi kom. Piotr Świstak. 40-latek trafił do szpitala, bo rozbił sobie głowę. Gdy dojdzie do siebie, będzie miał problemy nie tylko z wymiarem sprawiedliwości. Oprócz utraty prawa jazdy i ogromnej grzywny grozi mu także utrata pracy. Jak nieoficjalnie udało nam się ustalić, samochód, którym się poruszał, był "pożyczony" od pracodawcy. Szef jednak nic o tym nie wiedział.
Sprawdź: Frog, w końcu kogoś zabijesz!