- Marianna Schreiber rozpętała burzę, opisując incydent na stacji Orlen, gdzie szukała pomocy przy awarii auta z dzieckiem.
- Celebrytka twierdzi, że jej prośba o wsparcie spotkała się z lekceważeniem i wyśmianiem przez pracowników, co nazwała "chamstwem i butą".
- Mimo zapowiedzi oficjalnej skargi, internauci bezlitośnie punktują jej postawę, zastanawiając się, czy stacja paliw to miejsce na mechaniczne naprawy.
"Poprosiłam jak kobieta, która potrzebowała pomocy"
Marianna Schreiber w emocjonalnym wpisie na Instagramie podzieliła się z obserwatorami skrajnie negatywnym doświadczeniem. Jak twierdzi, podczas podróży z dzieckiem w jej samochodzie zapaliła się kontrolka ostrzegawcza. Zaniepokojona, zatrzymała się na najbliższej stacji paliw w poszukiwaniu wsparcia. Reakcja obsługi, z jaką miała się spotkać, wprawiła ją w osłupienie.
- Poprosiłam dziś jak kobieta, która po prostu potrzebowała pilnej pomocy – jechałam z dzieckiem i wyskoczyła mi kontrolka w aucie. Zatrzymałam się na stacji benzynowej i poprosiłam pana o pomoc - relacjonuje na Instagramie Marianna Schreiber.
Przeczytaj także: Donald Trump znów miesza się w piłkę nożną. Ostrzega świat przed popełnieniem błędu
Niestety, zamiast oczekiwanego wsparcia, celebrytka miała zostać potraktowana w lekceważący sposób.
- A on po prostu mnie wyśmiał. Najlepsze jest to, że kasjerka również. Ludzie, to się w głowie nie mieści co się z wami stało - dodaje oburzona.
Schreiber nie zamierza zostawić sprawy bez echa i zapowiedziała podjęcie oficjalnych kroków.
- Chamstwo, buta i traktowanie klienta jak śmiecia. Oczywiście napiszę oficjalne pismo w tej sprawie tam gdzie trzeba - zakończyła swój wpis.
Internauci bezlitośni. "Ekspedientka miała dzwonić na assistance?"
Publikacja celebrytki wywołała lawinę komentarzy. Zdecydowana większość internautów stanęła po stronie pracowników stacji. Wiele osób zwróciło uwagę, że obowiązkiem kasjera czy sprzedawcy na stacji paliw nie jest udzielanie pomocy technicznej przy samochodzie.
- W sensie, że ekspedientka z Orlenu miała zadzwonić na assistance? - pyta ironicznie jeden z internautów.
Zobacz też: Lewandowski nie chciał posłuchać trenera. Ten zdradza kulisy, wszystko wyjaśnił
W podobnym tonie wypowiada się wielu komentujących, którzy podkreślają, że pracownicy stacji nie są mechanikami i nie mają obowiązku znać się na naprawie aut. Wskazują, że w takiej sytuacji należało skontaktować się z pomocą drogową lub własnym ubezpieczycielem w ramach pakietu assistance, a oczekiwanie specjalistycznej interwencji od obsługi sklepu jest nieuzasadnione. Wygląda na to, że zapowiadana przez Mariannę Schreiber skarga może nie znaleźć zrozumienia nie tylko w sieci.