Staruchowicz został wcześniej skazany przez sąd w Lublinie na dwuletni zakaz stadionowy. Według sądu podczas meczu Motoru Lublin z Legią Warszawa przebywał w części stadionu, do której nie miał prawa wstępu. „Staruch” przekonywał natomiast, że w rzeczywistości został ukarany za wejście na ogrodzenie i prowadzenie dopingu.
O jego sprawie zrobiło się głośno pod koniec ubiegłego roku. Wówczas zadzwonił do programu Kanału Zero, podczas którego Krzysztof Stanowski rozmawiał z Karolem Nawrockim. Przedstawił swoją sytuację, a przyszły prezydent przyznał, że zna tę sprawę i nie ukrywał zaskoczenia sposobem potraktowania osoby odpowiedzialnej za organizowanie dopingu na stadionie.
ZOBACZ TEŻ: Dawny polski selekcjoner nie żyje. "Architekt" zmarł w zapomnieniu w Afryce
Po decyzji o ułaskawieniu „Staruch” opublikował obszerny wpis, który zamieszczono na profilu „Nieznani Sprawcy”.
„Kochani, niedawno pisałem znajomym, że wrócę zanim Mileta strzeli bramkę i chyba nie pomyliłem się. Wiecie, co było najgorsze w tym zakazie? Nie, nie to, że musiałem oglądać jesienne popisy Legii w telewizji, co pomogło mi na nowo docenić stanie na meczach plecami do murawy. Najgorsze było to, że nie mogłem być na trybunach z Wami. Z każdym z Was” – napisał.
W dalszej części wpisu nie szczędził mocnych słów pod adresem osób krytykujących decyzję prezydenta.
„Ale jeśli jest jedna rzecz, dla której warto było znowu przez to przejść, to możliwość usłyszenia tego kwiku oburzonych polityków, redaktorów, milicjantów i "ekspertów" nie mających nawet pojęcia, o czym mówią. Ten jazgot utwierdza mnie jedynie w słuszności tego, co razem robimy. Najbardziej szkoda mi tylko typa, który w szczytnym celu przepłynął wpław Bałtyk, ale dla tych wszystkich wcześniej wymienionych świń ważniejsze było bicie piany, że mogę wrócić na stadion. Dziękuję każdemu z Was za wszystko, Legioniści. Widzimy się w Kielcach, a potem od meczu ze Śląskiem na Żylecie (tak, dopiero od tego meczu). Psy szczekają, karawana jedzie dalej!” – dodał.