Krzysztof Korzempa w polemice z Januszem Korwin-Mikkem: Honor wymaga przeprosin!

2017-07-12 4:00 Krzyztof Korzempa
Janusz Korwin-Mikke
Autor: Marek Zieliński

Krzysztof Korzempa, prezes Polskiej Fundacji Przeciwko Nepotyzmowi, w polemice z artykułem Janusza Korwin-Mikkego "Jak nie walczyć z nepotyzmem"

W tekście Janusza Korwin-Mikkego z 4 lipca pojawiło się kilka kwestii, do których muszę się odnieść.

Po pierwsze, jako osobę nagłaśniającą od lat plagę nepotyzmu trawiącą polską administrację cieszy mnie, że Pan Janusz Korwin-Mikke zainteresował się tym tematem i uznał za poważny problem, który trzeba rozwiązać, aby móc się rozwijać.

Po drugie, Pan Korwin-Mikke słusznie zauważył, że walka z nepotyzmem musi być prowadzona tak, aby - jak to określił - "nie przegiąć pały". W naszych publikacjach pisaliśmy, że piętnując nepotyzm, należy jednocześnie uważać, żeby piętnowanie to nie wymykało się spod kontroli i nie przybierało formy "polowania na czarownice". Nasze obserwacje są tutaj identyczne z obserwacjami Pana Janusza.

Nie zgadzamy się jednak z krzywdzącymi i całkowicie wyssanymi z palca sugestiami Pana Janusza dotyczącymi naszej organizacji. Podaje w wątpliwość naszą niezależność i twierdzi, że bierzemy "reżimowe pieniądze". Szanowny autor, nie znając faktów, naszej genezy i działalności, po prostu je zmyślił, aby dodać tekstowi kolorytu.

W całej swojej czteroletniej historii Polska Fundacja Przeciwko Nepotyzmowi otrzymała jedną dotację (od Funduszu Inicjatyw Obywatelskich). Wspomniana Fundacja Fundusz Współpracy była pośrednikiem, któremu FIO zleca rozdzielanie środków na inicjatywy obywatelskie. Wartość całego projektu wynosiła 5 tysięcy zł. Oprócz tego w całej naszej działalności dostaliśmy kilkanaście darowizn od osób prywatnych w wysokości 50 lub 100 złotych. To wszystkie pieniądze, jakimi kiedykolwiek dysponowaliśmy jako organizacja.

Działamy w zasadzie bez pieniędzy. Z pasji i przekonania, że walcząc z nepotyzmem, robimy coś dobrego i ważnego dla Polski. Nie mamy biura, nie zatrudniamy pracowników - ponieważ nas na to nie stać. Nikt z nas nigdy nie zarobił w Fundacji żadnych pieniędzy. Jesteśmy autentycznymi społecznikami. Ja osobiście nieraz musiałem dokładać do organizacji z mojej pensji wynoszącej 2100 na rękę. Obecnie nie stać nas nawet na opłacenie telefonu. Jesteśmy inicjatywą całkowicie oddolną i posądzanie nas o jakieś związki z "systemem" nie jest nawet absurdem, jest po prostu śmieszne. Wierzymy głęboko, że Pan Janusz Korwin-Mikke jest człowiekiem honoru i dlatego wystarczy mu odwagi, aby przyznać się do błędu i nas przeprosić.

ZOBACZ: Miller: Gość zza wielkiej wody