Zaczęło się od wyrzucanych przez okno butelek. Policjanci ruszyli do kamienicy przy ul. Chłodnej z interwencją. Już z daleka słyszeli głośną muzykę i okrzyki bawiącej się młodzieży. Gdy zapukali do drzwi i chcieli upomnieć właścicieli, zdarzyło się coś, czego nikt nie mógł przewidzieć. Pijani chuligani najpierw obrzucili mundurowych przekleństwami, a potem wciągnęli do mieszkania i rzucili się na nich z pięściami! - Usłyszałam krzyki i odgłosy bijatyki - mówi pani Katarzyna, sąsiadka bandytów. - Nie wiedziałam, co się dzieje, ale po chwili zaroiło się od policji, która wyprowadziła skutych w kajdanki chłopaków - dodaje.
Aż 10 radiowozów pełnych policjantów było potrzebnych, by uspokoić i zakuć w kajdanki siedmiu imprezowiczów i Elżbietę P. (38 l.), właścicielkę mieszkania. Zataczająca się kobieta, mając 2,4 promila alkoholu, "opiekowała się" swoim 5-letnim synem, gdy jej pozostali dwaj synowie pili ze znajomymi.
- Jeden z mężczyzn usiłował wyrwać policjantowi broń, co mogło doprowadzić do tragedii. Na szczęście sytuację udało się szybko opanować - mówi kom. Marcin Szyndler (33 l.) z Komendy Stołecznej Policji.
Dla pobitych funkcjonariuszy wieczór nie skończył się jednak dobrze. Krzysztof B. (31 l.) i Przemysław P. (29 l.) z licznymi stłuczeniami, krwiakami i zadrapaniami trafili do szpitala.