Mercedes prowadzony przez Damiana S. (18 l.) zjechał z drogi i uderzył w betonowe ogrodzenie posesji. Auto odbiło się od przeszkody i wjechało w dom. Siła uderzenia była tak duża, że Damian i jego brat Hubert (14 l.) wypadli z wraku. Młody kierowca zmarł w szpitalu. Drugi z braci wciąż walczy o życie.
Feralnego przedpołudnia Damian wsiadł w samochód. Jechał do kolegi, u którego dzień wcześniej zostawił swój portfel z dokumentami. Chłopak poprosił młodszego brata, Huberta, by pojechał razem z nim. I tak bracia wyruszyli na ostatnią wspólną przejażdżkę...
Do makabrycznego w skutkach wypadku doszło, gdy chłopcy przejeżdżali przez wieś Kozły. Damian najprawdopodobniej stracił panowanie nad mercedesem i zjechał na przeciwny pas ruchu.
- Właśnie wychodziłam z domu. Nagle usłyszałam straszliwy pisk, a potem huk - mówi Irena S. (68 l.), świadek masakry. - Samochód wjechał w betonowe ogrodzenie posesji po przeciwnej stronie drogi, łamiąc je doszczętnie. Następnie uderzył w dom, odbił się od niego jak piłka i przeleciał na drugą stronę jezdni, zatrzymując się na moim ogrodzeniu - relacjonuje roztrzęsiona kobieta. Siła uderzenia była tak ogromna, że chłopcy wypadli z pojazdu.
Tuż za ogrodzeniem w gęsto rosnących pokrzywach leżał ciężko ranny Hubert S. Jego okulary i but znajdowały się na podwórzu pani Ireny. Daniel S., starszy z braci, leżał kilka metrów dalej. Nie dawał oznak życia. Choć ekipa pogotowia ratunkowego zjawiła się na miejscu masakry bardzo szybko i obaj bracia zostali od razu przewiezieni do szpitala w Białej Podlaskiej, to starszego z nich nie udało się lekarzom uratować. Młodszy wciąż walczy o życie na oddziale intensywnej terapii.
Policja bada przyczyny wypadku. Jak na razie wszystko wskazuje na to, że Damian S. jechał zbyt szybko i stracił panowanie nad pojazdem.