Bronisław Komorowski dla SE: Świat patrzy na nas ze zdumieniem i zazdrością [WYWIAD]

2013-10-17 6:20

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej w pierwszym wywiadzie dla internetowej telewizji "Super Expressu". Co powiedział nam Bronisław Komorowski?

Świat patrzy na nas ze zdumieniem i zazdrością

i

Autor: Archiwum serwisu,

"Super Express": - Panie prezydencie, chciałbym panu pogratulować wpływu na warszawiaków. W sierpniu powiedział pan, że na referendum ws. odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz pan nie idzie. Prawie 75 proc. mieszkańców stolicy pana posłuchało i też nie poszło...

Bronisław Komorowski: - Z tym wpływem trochę pan przesadza. Pewne jest to, że mieszczę się ze swoimi poglądami na sposób funkcjonowania polityki i samorządu w tych 75 proc. warszawiaków, którzy nie chcą awantury partyjnej i rozgrywek politycznych odbywających się kosztem funkcjonowania miasta. Mam nadzieję, że opinia publiczna da także wyraz swojemu poparciu dla projektu ustawy samorządowej, który mówi o tym, że trzeba dać obywatelom jak największą swobodę w przeprowadzaniu referendów tematycznych w kwestiach istotnych dla społeczności lokalnej bez żadnego progu frekwencyjnego. Jednocześnie trzeba ograniczyć referenda odwoławcze, które często są areną walki czysto partyjnej. Pamiętajmy, że w Szwajcarii - ojczyźnie referendów - nie ma referendów odwoławczych.

- Pani Gronkiewicz-Waltz powiedziała, że to referendum czegoś ją jednak nauczyło. Np. tego, żeby lepiej komunikować się ze społeczeństwem.

- Każdy z nas uczy się ciągle czegoś nowego. Także politycy. Przyznam, że i ja uważałem, iż skala rozpoczętych inwestycji i spraw ważnych dla warszawiaków gwarantują prostą drogę do sukcesu politycznego. Widać jednak, że zawsze trzeba się dzielić z obywatelami i nadziejami, ale i troskami związanymi z codziennością życia miasta. Trzeba tłumaczyć wszystko w sposób jasny i dogłębny. Każda wielka inwestycja, każda wielka reforma, która ma przynieść miastu czy całemu krajowi korzyści, łączy się przecież z pewnymi wyrzeczeniami.

- "Super Express" prowadzi akcję "Uwierz w Polskę". Pokazujemy Polaków, którym się udało. Nie jest tak, że naszym rodakom brakuje atmosfery optymizmu, sukcesu?

- Serdecznie gratuluję takiej inicjatywy. Także ja staram się od ładnych paru lat budzić w Polakach optymizm i wiarę w to, że wiele nam się udało, a jeszcze więcej możemy osiągnąć. Że nie warto tak się kłócić, że lepiej jest współpracować. Staram się to robić, pokazując tych, którzy odnieśli sukces. Staram się to robić poprzez nagrody: gospodarczą, obywatelską i nagrodę dla samorządów: "Dobry klimat dla rodziny". Bardzo się cieszę, że państwo na łamach waszego poczytnego pisma staracie się pokazać, że są powody do optymizmu, i zachęcacie, aby każdy z nas ten optymizm w sobie odnalazł. Świat patrzy na nas ze zdumieniem i zazdrością, więc i my sami z satysfakcją powinniśmy patrzeć na siebie.

Przeczytaj również: Nie pozwól wsadzić Ikonowicza! – apelują do Bronisława Komorowskiego

- Czym jest nowoczesny patriotyzm? Patriotyzm XXI wieku?

- Wszyscy staramy się tak jak potrafimy kochać ojczyznę. Dostrzeżmy to, że dziś jest o to łatwiej niż na przykład przed dwudziestu pięciu laty, bo sukcesem zakończyła się nasza droga do wolności i mam nadzieję że wszyscy solidarnie będziemy przeżywać 2014 rok, Rok Wolności, świętując nasze wspólne narodowe osiągnięcie, jakim były pierwsze wolne wybory. Polskę można kochać

z autentyczną dumą i każdy z nas zapewne zdefiniuje to we własny, osobisty sposób. To jest właśnie nowoczesny patriotyzm, który staram się promować, a który polega na szacunku do przeszłości i historii oraz na jednoczesnej pracy na rzecz nowoczesnej ojczyzny i społeczeństwa dziś i w przyszłości. To także patriotyzm dnia codziennego - nauki, pracy, szanowania państwa i prawa, respektowania faktu, że ludzie są różni.

- Jednak wielu, szczególnie młodych Polaków opuszcza nasz kraj. Decyduje się na to, żeby pracować w Londynie, Berlinie czy Nowym Jorku i tam rodzić dzieci. To oznacza, że mamy niesprawną politykę rodzinną?

- Jako ojciec jestem szczęśliwy, że żadne z moich dzieci nie wyjechało za granicę. Jestem też szczęśliwy, że w najtrudniejszych latach także mnie nie przyszło do głowy opuścić Polskę. A przecież możliwości były, bo z obozu dla internowanych łatwo było wyjechać na Zachód, wręcz zachęcano do tego, aby ci, którzy stanowili zagrożenie dla ówczesnego systemu, jak najprędzej znaleźli się poza granicami. Współcześnie jednak młodzi ludzie po prostu korzystają z dobrodziejstw bycia obywatelami Unii Europejskiej, poszukując szans i możliwości. Chciałoby się, żeby do Polski chcieli wracać, przywożąc pieniądze, nowe doświadczenia i umiejętności, wykształcenie. Ale wiem, że to będzie pochodna tego, czy Polska będzie się rozwijała gospodarczo w odpowiednio szybkim tempie, czy nie. Jeśli tak, to za kilka lat młodzi ludzie nie będą wyjeżdżać z kraju, bo najzwyczajniej nie będzie po co. Poziom życia będzie podobny, a dokonywanie wyborów, czasem bolesnych, bezprzedmiotowe. To oczywiście nie jest krótka droga, ale my już nią idziemy konsekwentnie. Proszę zauważyć, że w ciągu 25 lat III RP i 10 lat członkostwa w UE nastąpił ogromny przyrost PKB na głowę mieszkańca. Oczywiście problem ubywania obywateli to nie tylko kwestia gospodarki, lecz także zmian cywilizacyjnych i słabości zachęt do dzietności. To kwestia zarówno kształtowania postaw ludzkich, jak i polityki państwa, tak żeby decyzje o posiadaniu dzieci łatwiej zapadały. Stąd nie tylko akcja "Dobry klimat dla rodziny" prowadzona przez kancelarię, lecz także propozycje konkretnych rozwiązań polityki rodzinnej. I to nie doraźnych, na jedną kadencję, żeby tylko błysnąć atrakcyjnym rozwiązaniem, jak było np. z becikowym. To musi być plan rozpisany na lata. Na to musi się złożyć "Karta dużej rodziny", ułatwiająca wychowanie w wielodzietnych rodzinach oraz dostęp do przedszkoli, żłobków, opiekunów dziennych dla najmłodszych dzieci, tak aby młodzi rodzice nie stawali przed dylematem - dziecko czy praca. Aby nie obawiali się realizować swoich rodzicielskich aspiracji. Trzecim wielkim wyzwaniem jest uruchomienie zmian w systemie podatkowym, tak aby wszystkie rodziny z dziećmi mogły w pełni korzystać z tych ulg, a nie tylko ci, którzy mają wyższe dochody. Teraz w pełni korzysta z nich tylko co trzecia rodzina wielodzietna.

- Po spotkaniach z Jerzym Buzkiem w sprawie OFE podpisze pan ustawę przygotowywaną przez rząd?

- Mogę powtórzyć to, co mówiłem wielokrotnie. Po pierwsze, trzeba zbadać, czy to są rozwiązania konstytucyjne, bo nie może funkcjonować w tym obszarze prawo, które byłoby wątpliwe z punktu widzenia ustawy zasadniczej. Po drugie zaś, trzeba sprawdzić, czy proponowane zmiany są korzystne, negatywne, czy zupełnie obojętne z punktu widzenia przyszłych emerytów. Chcielibyśmy przecież, żeby wprowadzano rozwiązania, które poprawią sytuację przyszłych świadczeniobiorców. To jednak jest dyskusja trochę obok OFE. Są oczywiście inne aspekty z nimi związane, jak choćby wpływ proponowanych zmian na gospodarkę. Jednak te dwa aspekty, o których mówiłem, będą przedmiotem mojej szczególnej troski.

- Kiedy będzie jeden marsz w dniu 11 listopada?

- Żyjemy w demokracji. Każdy może organizować marsze i wydarzenia patriotyczne wtedy, kiedy chce i w sposób, jaki uważa za stosowny, byle w ramach przepisów prawa. Podobnie jak w ubiegłym roku, chcę zaprosić wszystkich do wspólnotowego świętowania pod hasłem "Razem dla Niepodległej" na marsz nowoczesnego, radosnego patriotyzmu. Chcę zaprosić do poszukiwania i gromadzenia się wokół tego, co nas łączy. Mam nadzieję, że zeszły rok przekonał do tego sposobu myślenia wielu Polaków. Także i w tym roku zapraszam wszystkich serdecznie!

Zobacz także: Bronisław Komorowski odwołał Zytę Gilowską! Sama się o to prosiła

- Angela Merkel przed wyborami w ZDF powiedziała, że bardzo lubi swoją pracę. Pan też? Myślał pan już o reelekcji?

- To ciekawe sformułowanie pani kanclerz, choć wydaje mi się, że wyborcy oczekują od polityków, że nie będą kierowali się tym, co im sprawia przyjemność, tylko tym, co jest potrzebne dla ludzi, dla kraju. Mogę powiedzieć, że praca polityczna zawsze niesie ze sobą i radość, i poczucie satysfakcji, ale też różne przykrości i trudy, ale taka jest istota służby publicznej. Mam zamiar kierować się nadal nie tym, co sprawia mi przyjemność, ale tym, co ja mogę dać z siebie innym ludziom i wedle tego będę kształtował swoje własne plany związane z prezydenturą.

- Czyli ta decyzja nie została jeszcze podjęta, choć jest pan od dawna niekwestionowanym liderem rankingów zaufania?

- Jedną z najgorszych rzeczy, która może się przytrafić politykowi, jest działanie wyłącznie pod kątem przyszłych wyborów i z zamysłem, żeby zostać ponownie wybranym. Wpada się bowiem w ten sposób w pokusę robienia rzeczy jedynie popularnych, a niekoniecznie potrzebnych. Ja staram się znaleźć złoty środek - robić rzeczy słuszne i potrzebne z punktu widzenia długofalowego interesu państwa, a z drugiej strony nie tracić "słuchu społecznego". Za zaufanie bardzo serdecznie dziękuję i traktuję je jako zobowiązanie do dalszej ciężkiej pracy, bo na razie trzeba się skupić na przyzwoitym zakończeniu tej kadencji, a dopiero potem myśleć, co robić dalej.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki