- Od razu pokochaliśmy ją jak swoją córeczkę. Nie jesteśmy bogaci, ale miała u nas wszystko co najlepsze. Miała na imię Cheja, ale mówiliśmy do niej Weroniczko - wspominają Walorscy. Dziewczynka miała koleżanki, przystąpiła do I Komunii Świętej, niczego jej nie brakowało.
Przeczytaj koniecznie: Żnin: 16-latka wymyśliła porwanie, żeby iść na wagary
Sielankę przerwała jej biologiczna matka, Iova (26 l.), która ma pełnię praw rodzicielskich. Nagle zjawiła się w domu Walorskich. - Chyba czekała na moment, żeby ją zabrać, kiedy stanie się łakomym kąskiem dla mężczyzn - przypuszczają Walorscy.
- Iova urodziła Weronkę gdy miała 14 lat, była już wtedy czyjąś żoną - dodają. - Czasem zabierała małą do siebie, potem przywoziła. My nie mogliśmy się temu sprzeciwiać - opowiada pan Roman. Gdy dziewczynka wracała do domu pod Jarocinem, opowiadała Walorskim, co przeżyła. - Mówiła, że zmuszają ją do żebractwa, że już dzieci mają śluby - opisują małżonkowie. - Kochamy Weronikę, mówiła do nas mamo i tato. Tutaj jest jej rodzinny dom - dodają. Niestety, biologiczna mama dziewczynki postanowiła, że jej córka powinna odejść od ludzi, którzy ją wychowali i będzie prowadzić cygańskie życie razem z nią.
- W listopadzie zabrała Weronkę i ślad po nich zaginął - mówią zrozpaczeni Walorscy. I chociaż małżonkowie złożyli w sądzie wniosek o rodzinę zastępczą dla dziewczynki, w głowie mają tylko czarne myśli. - Po pierwsze, nie wiadomo gdzie jest, a po drugie, boimy się, że została już wydana za mąż - załamują ręce.