Karolina, Otylia i Łucja z Elbląga (woj. warmińsko-mazurskie) zawsze były pociechą i skarbem całej rodziny. Kiedy trojaczki przyszły na świat, radości nie było końca. Aniołeczkami zachwycali się wszyscy. Danuta (48 l.) i Edmund (51 l.) J., dziadkowie trojaczków, chętnie pomagali w opiece nad dziewczynkami. Tym bardziej że na początku cała rodzina mieszkała u dziadków przy ulicy Królewieckiej w Elblągu.
Niedawno rodzice trojaczków przeprowadzili się do własnego mieszkania. Ale pomoc dziadków była niezbędna, bo ojciec dziewczynek, Kamil J. (25 l.), wyjechał do pracy za zagranicę. Samotnej matce trudno było opiekować się trzema dziewczynkami.
Tuż przed świętami dziewczynki zaczęły pokasływać. A tu wiadomo, trzeba skończyć sprzątanie i zakupy. Poza tym rodzice dziewczynek chcieli zrobić córeczkom niespodziankę, ukrywając prezenty pod choinką. Dziadkowie zaofiarowali więc swoją pomoc. - Zawsze kiedy któraś z nich chorowała, to spała u dziadków, żeby nie zarazić pozostałych sióstr - wspomina jedna z sąsiadek rodziny. Tym razem do dziadków trafiła cała trójka. W poniedziałek wieczorem dziewczynki grzecznie poszły spać... Nikt nie mógł przypuszczać, że dojdzie do tak potwornej tragedii.
Z gazowego piecyka całą noc wydobywał się tlenek węgla. W szczelnym mieszkaniu (żeby było cieplej, dziadkowie pozaklejali wszystkie kratki wentylacyjne) trujący gaz rozprzestrzenił się błyskawicznie.
We wtorek rano Kamil J. przyszedł do domu swoich rodziców, żeby odebrać córeczki. Spokojnie pukał do drzwi, ale nikt mu nie otwierał. Po chwili, podejrzewając, że stało się coś złego, sforsował drzwi. Kiedy wszedł do środka, znalazł nieprzytomne córeczki, które leżały nieruchomo w łóżeczkach. Jego rodzice też nie dawali żadnego znaku życia. Mężczyzna natychmiast wezwał pogotowie. Cała piątka trafiła do szpitala. Niestety, mimo wysiłków lekarzy Karolinki i Otylii nie udało się uratować. Zmarła też ich babcia Danuta J. Mała Łucja wciąż walczy o życie w szpitalu w Gdyni, do którego została przewieziona. Ostatnia nadzieja w specjalnej komorze ciśnieniowej, do której położono dziewczynkę, żeby odtruć jej organizm.
Niestety, stan Edmunda J., dziadka dziewczynek, jest tak ciężki, że nie można było przetransportować go do Trójmiasta. Lekarze walczą o jego życie w elbląskim szpitalu.