W środę, w okolicy stacji kolejowej w niedalekich Goczałkowicach-Zdroju, pojawiło się mnóstwo uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy. Ubrani na czarno policjanci wytaszczyli Marka Z. z więźniarki i poprowadzili do zagajnika. Marek Z. tylko wskazał ręką. – To tam
– oświadczył funkcjonariuszom.
W niezbyt głębokim parowie, ukryte pod warstwą ziemi, chaszczy i krzewów leżały zwłoki Asi. Po czterech latach od zaginięcia, poszukiwaniach prowadzonych nawet za granicami kraju, martwą dziewczynę znaleziono przy drodze, na której zniknęła.
Feralnego dnia Asia miała pojechać pociągiem na egzamin do Katowic. Ale los postawił na jej drodze Marka Z. Kiedy dziewczyna zrozumiała, że grozi jej niebezpieczeństwo, było już za późno: cios kamieniem w głowę zwalił Asię z nóg. Broczącą krwią dziewczynę oprawca dusił z zimną krwią.
Śledczy czekają jeszcze na wyniki badania DNA, które potwierdzi z całą pewnością, że wskazane w środę ciało to zwłoki Asi.
– Podejrzany przyznał się do popełnienia zabójstwa i został przez sąd aresztowany na trzy miesiące – mówi Elwira Jurasz (34 l.), oficer prasowy policji w Bielsku-Białej.
Marek Z. został zatrzymany w Legnicy. Pracował tam przy wyrębie drzew, ale pochodzi z Goczałkowic-Zdroju. Brutalnego mordercę zdradził jeden z osobistych przedmiotów, które miała przy sobie ofiara w dniu zaginięcia. Oprawca wciąż go nosił, kiedy zatrzymała go policja. Mordercy grozi kara dożywotniego więzienia.