Takiego lata grozy w Polsce dawno nie było. Wszystko za sprawą dwóch węży, które w tym samym czasie pojawiły się w dwóch odległych od siebie rejonach kraju – w willowej okolicy Bydgoszczy i w nadwiślańskich chaszczach pod Warszawą. Pierwszy to trzymetrowy boa dusiciel, drugi – dwa razy dłuższy pyton tygrysi.
- O tym, że boa uciekł komuś z terrarium w ogrodzie dowiedziałem się z netu. A ponieważ mieszkam w tej okolicy, zacząłem się bać o swojego psa. Przecież taki gad łatwo by sobie z nim poradził – mówi pan Mateusz. Postanowił być czujny i to się wkrótce opłaciło, bo gad obrał sobie za cel właśnie jego posesję. - Dopadłem go, jak próbował się przedrzeć przez dziurę w płocie – opowiada pogromca węży. - Wyraźnie bał się szczekania psa, a na mój widok jakby spokorniał. Zrobiłem mu kilka fotek i nagrałem filmik, bo nie każdego dnia człowiek staje oko w oko z boa dusicielem.
Pan Mateusz, gdy nie łapie węży, studiuje na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy. Ale teraz ma wolne, więc jest gotowy włączyć się w tropienie pytona spod Warszawy. A tutaj akcja trwa na całego. Służby patrolują powiat piaseczyński i brzeg Wisły od strony Otwocka, po rzece krążą cztery łodzie, a policja zabezpiecza teren. - Bo nie brakuje młodych amatorów wrażeń, którzy próbują szukać gada na własna rękę – mówi Jarosław Sawicki z Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie