Dramat pani Reginy: Niemiecki "kret" spalił nam łazienkę

2016-02-15 3:00

Oto do czego jest zdolna niemiecka chemia! Kiedy pani Regina Spychalska z Drezdenka (woj. lubuskie) kupowała w Niemczech proszek do udrażniania rur, tzw. kreta, nie przypuszczała, że będzie to najgorszy wybór w jej życiu. Maulwurf nie tylko spalił jej łazienkę, ale omal nie zabił jej i jej męża.

Pani Regina wsypała granulki do odpływu w łazienkowym brodziku i zalała je gorącą wodą. Gdy obudziła się po piątej rano następnego dnia, całe mieszkanie spowijał czarny, gęsty jak smoła dym. Przerażona kobieta obudziła męża. - Wstaliśmy, ale nie mogliśmy nawet dojść do okna, bo nic nie było widać - wspomina pan Zdzisław. Krok po kroku posuwali się w kierunku drzwi. W piżamach, czarni od sadzy wyszli na klatkę schodową, a później na zewnątrz budynku. Przybyła na miejsce karetka odtransportowała ich do szpitala. Lekarze stwierdzili, że wystarczyło jeszcze sześć minut i małżeństwo uległoby zaczadzeniu.

Policjanci stwierdzili, że prawdopodobnie granulki po wsypaniu ich do rur zostały zalane wodą o nieodpowiedniej temperaturze. W efekcie utworzył się czop, który powoli rozpuszczał rury. W końcu przeżarł plastikową ściankę i dotarł do otulającego rurę styropianu, który zaczął się tlić. Przez odpływ w brodziku gęsty czarny dym wydostawał się na całe mieszkanie. Temperatura tlenia się styropianu była tak wysoka, że w prysznicu stopił się nawet metalowy kran!

Całe szczęście, że małżonkowie uszli z życiem. - Opatrzność nad nami czuwała - mówi pan Zdzisław. I pomyśleć, że wszystko przez wrednego niemieckiego kreta.

Zobacz: Skażony teren na OBOZOWEJ, deweloper ostrzega

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki