Co frustrowało Roberta W., ojca rodziny ze Zgorzelca ?

2016-10-28 18:03

Rodzinna tragedia w Zgorzelcu. Jak ustalił SE.pl Robert W., który we wtorek 25 października zginął razem ze swoimi dziećmi w wypadku pod Działoszynem, w 2010 roku ubiegał się o mandat radnego w Zgorzelcu. 44-latek podczas kampanii miał narzekać na to, że w mieście brakuje miejsc, gdzie rodzice z dziećmi mogą spędzać swój czas. Czy to mogło frustrować ojca Mateusza, Marka i Marty?

Rodzinna tragedia w Zgorzelcu wstrząsnęła całą Polską. W wyniku wypadku pod Działoszynem zginęła trójka rodzeństwa: Mateusz, Marta, Marek oraz ich ojciec Robert W. Tego samego dnia w mieszkaniu rodziny policjanci odnaleźli ciało matki dzieci, Agnieszki W. Kobieta zginęła od czterech ciosów tępym narzędziem, zaś potem morderca ułożył jej zwłoki w łóżku. Śledczy cały czas ustalają, kiedy dokładnie nastąpił zgon kobiety. Na razie nie wiadomo, czy kobieta zginęła przed czy też po wypadku, w której śmierć ponieśli jej dzieci oraz mąż.

Koledzy Roberta W., którzy pracowali z nim w kopalni odkrywkowej w Turowie, mówią, że sympatyczny z pozoru mężczyzna miał w rzeczywistości bardzo radykalne poglądy. - Wiele razy słyszałem, jak chwalił metody stosowane przez nazistów - powiedział nam emerytowany górnik. Robert W. w 2010 roku startował w wyborach samorządowych na radnego miejskiego w Zgorzelcu. Twierdził, że w Zgorzelcu nie ma miejsc dla rodzin z dziećmi, brak jest placów zabaw, nie ma kina z prawdziwego zdarzenia, zaś podwórka są cały czas zaśmiecone. Zapowiedział również, że jako radny postara się to zmienić. Robert W., który startował z list jednego z lokalnych komitetów, do rady miasta wybrany jednak nie został.

Zobacz: Tragedia rodziny ze Zgorzelca. To było ROZSZERZONE samobójstwo?!

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki