Generał Edward Pietrzyk (58 l.) już zapowiada powrót do Iraku. A po chwili dodaje: - A żona wraca ze mną!
Trzy minuty w ogniu
Wczoraj po raz pierwszy zostały ujawnione szczegóły zamachu na ambasadora, do którego doszło 3 października w Bagdadzie. Terrorystom nie pomogły bomby, grad kul, jakim obsypali samochód generała, ani trujący gaz. Ocalili go najpierw bohaterscy ochroniarze, którzy osłaniali jego odwrót. A potem, drugi raz, doskonali lekarze, którzy umierającego przywrócili do żywych.
- W Iraku zazwyczaj jest gorąco, ale 3 października było goręcej niż zwykle - mówi ambasador. Te trzy minuty, podczas których terroryści wystrzelali w jego kierunku kilka tysięcy pocisków, Edward Pietrzyk pamięta sekunda po sekundzie.
Kawalkadę, którą jechał generał, zatrzymał wybuch miny-pułapki. Bartosz Orzechowski ( 27 l.), BOR-owski kierowca generała, podczas wybuchu oberwał najbardziej. Potem okazało się, że zginął. Generał Pietrzyk nazywa go przyjacielem. - Strzelali do nas codziennie, wychodziliśmy razem z niejednej opresji. 3 października on oddał za mnie życie - mówi.
Płonący samochód zmienia się w pułapkę, z której Bartłomiej Hebda, osobisty ochroniarz generała, toruje drogę granatami. Na zewnątrz - pac, pac pac, tuż obok w ziemię uderzają pociski, które przebijają też pancerz samochodu. Jak podkreśla generał, pociski były wypełnione groźną substancją chemiczną. Terroryści prują zza węgłów i z dachów. Mimo huraganowego ostrzału ochroniarz podnosi się i "odgryza się" terrorystom.
- Panie ambasadorze, w nogi! - rzuca do generała, który zatruty gazem nie może się ruszyć. Wtedy z odsieczą nadciąga żołnierz BOR, porucznik Piotr Górski. - Mam karabin maszynowy, osłaniam tyły, biegniemy - mówi.
- Broniliśmy się w trójkę przeciwko znaczącej liczbie zamachowców. Uciekliśmy, widząc, że robi się coraz goręcej. Ukryła nas w swoim domu mieszkająca w pobliżu iracka rodzina - relacjonuje Edward Pietrzyk. Po piętnastu minutach na pomoc przylatują amerykańskie śmigłowce. Na pokład helikoptera Little Bird ambasador wsiada o własnych siłach, ale w środku traci przytomność.
Zapraszał Busha do Gryfic
Generał trafia najpierw do amerykańskiej bazy w Niemczech, a potem w stanie bardzo ciężkim do szpitala specjalistycznego w Gryficach. Zostaje podłączony do respiratora. Oczy otwiera po dwóch tygodniach kuracji. Po pięciu jest już gotów, by w bojowym nastroju opuścić szpital.
- Urodziłem się na nowo - mówił wczoraj, dziękując za uratowanie życia personelowi gryfickiego szpitala. To doskonałe centrum leczenia oparzeń zareklamował podczas przedwczorajszej rozmowy telefonicznej z prezydentem Bushem.
Wczoraj generał opuścił szpital, towarzyszyła mu czuwająca cały czas nad jego łóżkiem żona i syn Mikołaj. Najbliższe plany generała: odpoczynek, bieganie w Łazienkach i jazda na rowerze. A potem powrót na pierwszą linię, do Iraku.