Kucharz Magdy Gessler zamordował kolegę w sylwestra! Zawinął Darka w dywan i zakopał w lesie

2026-01-02 11:35

Kucharz Tomasz B., pracujący niegdyś w Warszawie, w restauracji "U Fukiera" należącej do Magdy Gessler, zamordował kolegę. Dariusz K. został przez niego wielokrotnie ugodzony nożem, a później sprawca - razem z innym znajomym - zawinął ciało ofiary w dywan i wywiózł do lasu, gdzie zakopał zwłoki pod ziemią. Rodzina przez wiele tygodni szukała Darka, a w odkryciu prawdy pomógł prywatny detektyw. Przerażająca historia, która wydarzyła się w sylwestrową noc, miała jakiś czas temu swój finał w sądzie. Poznajcie szczegóły.

Na początku stycznia 2021 roku w mediach społecznościowych pojawił się wpis członków rodziny niejakiego Dariusza K., który zaginął w tajemniczych okolicznościach tuż przed Sylwestrem, 31 grudnia 2020 roku. Bliscy prosili o pomoc w odnalezieniu mężczyzny, a za wszelkie informacje, mogące wesprzeć służby w ustaleniu jego miejsca pobytu, obiecywano nagrodę pieniężną. – Nasz drogi Daro zaginął 31 grudnia. Od tego czasu nie kontaktował się z nikim, jego telefon i wszystkie komunikatory milczą – brzmiał apel, który rozniósł się po sieci w błyskawicznym tempie. Trafił również do dziennikarzy, którzy zaczęli rozpisywać się o sprawie.

Z ustaleń śledczych wynikało, że 35-letni Dariusz ostatni raz był widziany w okolicach ulicy Marymonckiej w Warszawie. Nikt wówczas nie przypuszczał, że mężczyźnie mogło przytrafić się coś złego. Na Bielanach uczestniczył w sylwestrowej imprezie, podczas której uczestnicy nie szczędzili sobie napojów z procentami. W pewnym momencie jeden z biesiadników, Paweł Z., będący właścicielem mieszkania, w którym odbywała się zabawa, poszedł spać. To wtedy między zaginionym Dariuszem a niejakim Tomaszem B. miała wywiązać się kłótnia, która najpierw przerodziła się w poważną awanturę, zaś później – jak wyszło na jaw po wielu tygodniach – w krwawą jatkę.

Napastnik miał rzucić się na Darka z pięściami, zacząć okładać go ze wszystkich stron. 35-latek, nie mogący poradzić sobie z napastnikiem, miał według podejrzanych chwycić za nóż, którego planował użyć w samoobronie. Ale Tomasz B. był silniejszy, więc z łatwością wytrącił Darkowi ostrze z dłoni. Zamiast jednak uspokoić sytuację, w ferworze emocji sam użył noża. Wbił broń prosto w szyję Dariusza, a krew rozprysła się po całym pokoju. Pokrzywdzony upadł na podłogę, po chwili przestał oddychać. Uderzenie okazało się śmiertelne.

Zobacz więcej: Pokój Zbrodni

Niewykluczone, że życie 35-latka być może dałoby się uratować, gdyby oskarżeni podjęli jakąkolwiek próbę ratunku. Tymczasem, jak ustaliła prokuratura, ani Tomasz B., ani obudzony później Paweł Z., nawet nie spróbowali reanimacji lub zatamowania krwotoku. Zamiast tego, w atmosferze sylwestrowej nocy, postanowili zatrzeć ślady zbrodni. Zawinęli ciało Dariusza w dywan, a jakiś czas później przenieśli zwłoki do samochodu i wywieźli je do lasu w Aninie. Pod osłoną nocy wykopali głęboką dziurę, do której wrzucili Darka, a następnie go tam zakopali. Później wrócili do mieszkania, jakby nic się nie stało. Świętowali dalej rozpoczęcie nowego roku.

„Super Express” opisywał, że Tomasz B. szykował się nawet do ucieczki za granicę. Wystawił mieszkanie na sprzedaż, ale nie wiedział, że śledczy już depczą po jego piętach. Gdy wychodził od notariusza, został niespodziewanie zatrzymany przez policję. Następnego dnia złapano również drugiego podejrzanego, Pawła Z., który był równie zaskoczony, co jego kolega. Funkcjonariusze wpadli na ich trop po szczegółowej analizie zebranych dowodów, przejrzeniu kamer monitoringu i zeznaniach różnych świadków. Podczas wizji lokalnej, którą zorganizowano z udziałem obu mężczyzn, ci w końcu pękli. Przyznali się do zbrodni, wskazali również miejsce, w którym zakopali ciało swojego – jak się niegdyś wydawało – dobrego kolegi.

Kiedy specjaliści wydobyli z ziemi zwłoki, w dole zabezpieczono również torbę, która należała do Dariusza, oraz nóż, będący narzędziem zbrodni. – Mężczyźni nie tylko przyznali się do zarzucanych im czynów, ale złożyli także wyjaśnienia, których treść została zweryfikowana w toku śledztwa – relacjonowała w „Super Expressie” ówczesna rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prokurator Aleksandra Skrzyniarz. Wersja wydarzeń, którą przedstawiliśmy wcześniej, to właśnie wersja przedstawiona przez podejrzanych. Trudno było zweryfikować, czy rzeczywiście tak wyglądał przebieg kłótni, czy może Paweł i Tomasz zmyślili historię, by wybielić siebie i przedstawić ofiarę jako agresora: tego, który rzekomo zaczął awanturę.

Tym bardziej, że sekcja zwłok wykazała u Dariusza znacznie większe obrażenia, niż początkowo przedstawiali podejrzani. Odnotowano na jego ciele co najmniej kilka, nie jedno, dźgnięcie nożem: głównie w okolicach twarzy, klatki piersiowej i ramion. Najsilniejszy, śmiertelny cios, zadano faktycznie w szyję. Ofiara miała ponadto liczne złamania żeber, łopatki i kości biodrowej, a także między innymi uszkodzoną wątrobę i płuca, co nastąpiło w wyniku brutalnego pobicia.

Dalsza część materiału znajduje się pod galerią zdjęć. 

Zatrzymani mężczyźni twierdzili, że przyczyną sporu była kłótnia na tle obyczajowym, ale nigdy nie ujawniono, o co dokładnie chodziło. Prokurator oskarżył Tomasza B. o dokonanie zabójstwa w zamiarze bezpośrednim, w warunkach powrotu do przestępstwa, ponieważ ten był już karany sądownie za umyślne przestępstwo i odbywał karę pozbawienia wolności. Jeśli chodzi natomiast o Pawła Z., prokuratura zarzuciła mu pomocnictwo w zacieraniu śladów przestępstwa i w ukryciu zwłok oraz niepowiadomienie organów ścigania o sprawie. Kiedy akt oskarżenia wobec mężczyzn był kierowany do sądu, obaj znajdowali się już w tymczasowym areszcie, gdzie trafili zgodnie z wnioskiem prokuratury.

Przy okazji oficjalnego oskarżenia ujawniono też nowe fakty w sprawie. Śledczy podali na przykład, że Dariusz był uznawany za zaginionego przez kilka tygodni, a w jego poszukiwaniach brał udział opłacony przez rodzinę prywatny detektyw. Wieczór przed zaginięciem 35-latek spędził w towarzystwie swojej przyjaciółki Moniki, w jej mieszkaniu przy ulicy Marymonckiej – tam, gdzie był widziany po raz ostatni przez świadka. Już wtedy towarzyszył im 35-letni Tomasz B. i 38-letni Paweł Z., a kiedy kobieta wyprosiła wszystkich z lokum, udali się do mieszkania tego drugiego, które mieściło się przy tej samej ulicy.

Do zatrzymania podejrzanych doszło tak naprawdę po wielu tygodniach poszukiwań, na początku lutego 2021 roku. Z materiałów, do których dotarła Polska Agencja Prasowa, wynika że mężczyzn aresztowali funkcjonariusze Wydziału Terroru Kryminalnego i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji. - Odgłosy awantury zbudziły gospodarza, który zastał leżące w kałuży krwi zwłoki Dariusza K., i Tomasza B. siedzącego obok. Mężczyźni, jak twierdzą, byli w szoku i dalej spożywali alkohol. Nie wiadomo dokładnie którego dnia po zabójstwie postanowili zawinąć zwłoki w dywan, który szczelnie owinęli folią malarską. Paweł Z. miał wszystko w domu, bo planował remont – opisywała wówczas dziennikarka Hanna Dobrowolska.

4 stycznia 2021 roku Tomasz B. kupił samochód kombi volvo, pożyczył od znajomego łopatę i razem z Pawłem Z. wywiózł zwłoki Dariusza. Mężczyźni zakopali ofiarę w dole o głębokości około 80 centymetrów. Po wszystkim auto zostało sprzedane na złom pod pretekstem nieodwracalnych uszkodzeń. Co jednak ciekawe, kupujący nie zezłomował pojazdu, bo uznał, że samochód można jeszcze naprawić, a usterka została spowodowana celowo. To dzięki niemu nie zniszczono dowodów na to, że w środku przewożono ciało Dariusza. Auto zabezpieczono, poddano oględzinom i pobrano z niego próbki do badań. Był to kolejny dowód obciążający podejrzanych.

Duży wkład w przebieg śledztwa miał też prywatny detektyw wynajęty przez rodzinę zaginionego. To on poinformował policję i prokuraturę o tym, że Dariusz prawdopodobnie nie żyje. Śledztwo wszczęte z tego tytułu 9 lutego 2021 roku przyniosło w końcu rezultaty. Funkcjonariusze ustalili, że Tomasz B. na szybko sprzedał mieszkanie i planuje ucieczkę za granicę, którą trzy dni później udało się udaremnić. W toku postępowania oskarżeni zmieniali też swoje zeznania, bo choć przyznali się początkowo do winy, to później Tomasz B. próbował wszystko wziąć na siebie. Polska Agencja Prasowa podawała, ze zgodnie z jego słowami Paweł Z. nie miał pojęcia o dokonanym zabójstwie i wcale mu nie pomagał. Drugi podejrzany powtórzył tego typu zeznania przy kolejnym przesłuchaniu, ale ta wersja wydarzeń nie miała sensu, podważały ją zresztą dowody. To pierwsza wersja wydarzeń, przedstawiona przez obu mężczyzn, wydawała się najbardziej prawdopodobna i to ją prokuratura wzięła pod uwagę przy formowaniu aktu oskarżenia.

Biegli powołani do tej sprawy, którzy badali poczytalność oskarżonych, potwierdzili że obaj wiedzieli, co robią i mogą odpowiadać przed sądem za swoje czyny. Tym samym ruszył ich proces. Zarówno Tomasz B., jak i Paweł Z., byli znani wymiarowi sprawiedliwości. Ten pierwszy, z wykształcenia kucharz i pracownik restauracji na warszawskim Starym Mieście, w 2018 roku był skazany przez sąd za udział w bójce. W więzieniu spędził dziesięć miesięcy, wyszedł niedługo przed popełnieniem zbrodni na Dariuszu, w sierpniu 2020 roku. Teraz groziła mu kara dożywotniego więzienia. Z kolei Paweł Z., również karany w przeszłości, był zagrożony wyrokiem do pięciu lat pozbawienia wolności.

Jak ustalił po latach Piotr Lis, dziennikarz „Super Expressu”, proces obu oskarżonych zakończył się w lutym 2022 roku. Zgodnie z wyrokiem, sąd uznał Tomasza B. za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu i skazał go na karę dożywotniego więzienia. Orzeczono też, że musi zapłacić zadośćuczynienie na rzecz trojga pokrzywdzonych po 80 tys. zł dla każdego z nich za doznaną krzywdę. Z kolei Paweł Z. także został uznany za winnego, ale usłyszał wyrok znacznie mniejszy: rok i sześć miesięcy pozbawienia wolności. W styczniu 2023 roku rozegrał się jeszcze proces apelacyjny, lecz sąd utrzymał w mocy wyrok warszawskiej okręgówki względem obu oskarżonych. Tym samym sprawa została prawomocnie zakończona.

Super Express Google News
Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?
Pokój Zbrodni - Zabił Darka, zawinął w dywan i zakopał. Kulisy mordu na Bielanach
Pokój Zbrodni
Jacek Sikora. Żona chciała przejąć pieniądze biznesmena? | Pokój ZBRODNI

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki