Awantura. Nóż. Krew. Zabitego taksówkarza znali wszyscy. Jeździł po Giżycku od prawie 45 lat! [AKTUALIZACJA]

Sylwestrowa noc. Kurs za 40 zł. I śmierć. Tak wyglądały ostatnie chwile życia 78-letniego pana Leszka – taksówkarza z Giżycka. Mężczyzna jeździł taryfą od 1982 roku. Przez dekady woził pasażerów bezpiecznie i uczciwie, a do tego był znany i lubiany. Po sylwestrowym kursie nie wrócił już jednak do domu, bo został zabity. Podejrzanym o zbrodnię jest 37-letni mieszkaniec Pięknej Góry.

  • W Giżycku taksówkarz został śmiertelnie zaatakowany przez pasażera podczas kursu do Pięknej Góry.
  • 78-letni pan Leszek, pomimo ran, próbował uciec, jednak zmarł na miejscu po zatrzymaniu pojazdu.
  • Policja zatrzymała 37-letniego Mateusza G., który usłyszał zarzut zabójstwa, a motyw zbrodni wciąż jest badany.
  • Czy ta tragiczna historia okaże się najmroczniejszą w lokalnej kronice kryminalnej?

Giżycko. Zabójstwo taksówkarza. Pan Leszek woził klientów od 1982 r.

Aktualizacja godz. 19.24

Zabity taksówkarz otrzymał ponad 30 ciosów nożem. Podejrzany o zbrodnię 37-latek nie przyznał się do winy i odmówił składania zeznań - poinformowała prokuratura w piątkowy wieczór.

Wcześniej pisaliśmy:

W środę, 31 grudnia, około godziny 21.00, z postoju w Giżycku do samochodu ofiary wsiada Mateusz G. Z pozoru spokojny, choć sąsiedzi mówią, że coś było z nim nie tak. Czasem chodził pijany, czasem agresywny. Mógł też brać narkotyki. Nie pracował, snuł się po wsi. Niby cichy, ale „coś w oczach miał dziwnego”, jak powiedziała "Super Expressowi" jedna z mieszkanek.

Pan Leszek wiezie pasażera do jego rodzinnej wsi: Pięknej Góry. Kilka kilometrów drogi, kurs jak każdy inny. Cena? Około 40 zł, bo to najdroższa noc w roku - to właśnie pieniądze miały być motywem ataku zdaniem kolegów taksówkarza.

Awantura. Nóż. Krew. Pod domem Mateusza dochodzi do sprzeczki. Coś idzie nie tak. Może chodziło o te 40 zł? Może o coś więcej? W pewnym momencie 37-latek sięga po nóż, który miał przy sobie, i atakuje. Zadaje panu Leszkowi kilka ciosów, ale starszy mężczyzna ostatkiem sił odjeżdża, próbując ratować życie, i rusza w kierunku Giżycka.

W Alei Wojska Polskiego jego samochód porusza się niespokojnie, zygzakiem, dlatego młodzi ludzie, którzy jadą za nim, myślą, że to pijany kierowca, i dzwonią na policję. Taksówka się zatrzymuje. Drzwi się otwierają, w środku starszy mężczyzna: ranny, we krwi, ledwo żywy. Nikt nie wie jeszcze, że to ofiara brutalnego ataku, że ktoś przed chwilą zadał mu śmiertelne ciosy. Ratownicy nie mogą już pomóc, lekarz stwierdza zgon na miejscu.

Wkrótce po zdarzeniu policjanci zatrzymują 37-latka, a w jego domu zabezpieczają nóż, który został prawdopodobnie użyty podczas zbrodni. W piątek, 2 stycznia, około godziny 15.00, Mateusz G. został doprowadzony pod konwojem policyjnym do prokuratury, gdzie usłyszał zarzut zabójstwa.

Zabił człowieka. Emeryta. Pracującego, uczciwego starszego pana. Za co? Za pieniądze? Za dumę? Ze złości? Prokuratura ustala motyw. O godz. 20.00 rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, Daniel Brodowski, ma poinformować media o szczegółach. Czy Mateusz G. przyzna się do winy?

Zawsze coś z nim było nie tak. Siedział pod sklepem, pił, czasem wybuchał bez powodu – mówi "Super Expressowi" sąsiad z Pięknej Góry. – Ale żeby nóż? Żeby zabić człowieka?

Ludzie są w szoku. Pan Leszek był znany w całej okolicy. Zawsze punktualny, uczynny, spokojny. Nawet w tym wieku – 78 lat – dalej pracował. Nie musiał, ale chciał. Bo lubił ludzi, lubił rozmawiać, lubił swoją pracę. Nikt nie przypuszczał, że to będzie jego ostatni kurs. Zaczęło się spokojnie, ale skończyło tragedią. Właśnie tak wyglądała ta noc. Zwykły kurs, zwykła opłata, zwykły człowiek. I drugi – który okazał się mordercą.

Jeśli potwierdzi się, że motywem zbrodni było 40 zł, ta historia przejdzie do najczarniejszych kart lokalnej kroniki kryminalnej. Mateuszowi G. grozi teraz dożywocie, ale dla pana Leszka sprawiedliwości już nie będzie.

Uciekł policjantom na zamarnięty staw
Super Express Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki