- Tragiczna śmierć męża i oskarżenie żony o zabójstwo - proces toczy się po raz kolejny.
- Grażyna W. została skazana na 15 lat więzienia, choć wcześniej ten sam sąd ją uniewinnił.
- Czy kobieta jest winna, czy to kolejny błąd wymiaru sprawiedliwości? Poznaj szczegóły sprawy.
Zabójstwo Jerzego W.
13 lutego 2026 r. Sąd Okręgowy w Olsztynie skazał 68-letnią Grażynę W. za zabójstwo męża, Jerzego W. (†63 l.), cenionego w miasteczku montera gazowego. Według ustaleń śledczych w lutym 2021 roku w domu w okolicach Reszla kobieta miała wielokrotnie uderzać męża tępym narzędziem w głowę - najprawdopodobniej tłuczkiem do mięsa - a następnie zadać mu trzy ciosy nożem w klatkę piersiową.
W domu byli tylko oni. Nie stwierdzono śladów włamania ani obecności osób trzecich. Na ubraniu kobiety nie ujawniono krwi. Zabezpieczony popiół z pieca nie potwierdził, by spalono odzież, czy inne dowody. Śledztwo od początku opierało się na dowodach poszlakowych.
Sąd uniewinnił żonę
W 2024 roku ten sam sąd uniewinnił Grażynę W., uznając, że materiał dowodowy nie daje pewności wymaganej do skazania. Kobieta została zwolniona po 3,5 roku aresztu. Nie było bezpośredniego dowodu winy ani jednoznacznego motywu. Prokurator złożył apelację. W lutym 2025 r. Sąd Apelacyjny w Białymstoku uchylił wyrok i nakazał ponowne rozpoznanie sprawy.
Więcej niepewności
W drugim procesie sąd ocenił te same dowody inaczej. Wskazał na konflikty między małżonkami związane z alkoholem. Jerzy W. miał sprzeciwiać się piciu żony, co - według ustaleń - prowadziło do napięć. Zwrócono też uwagę na brak obrażeń obronnych u ofiary. Zdaniem sądu mężczyzna mógł nie spodziewać się ataku.
W sprawie pozostają jednak pytania. Na miejscu znaleziono zakrwawioną rękawiczkę z „obcym” DNA. Drzwi domu były otwarte. To Grażyna W. rano wezwała policję.
Obrońca: "Proces był poszlakowy"
Jej obrońca, adwokat Łukasz Nysztal, podkreśla, że kobieta była trzeźwa i konsekwentnie nie przyznaje się do winy. Zapowiada apelację. – Moja klientka bardzo przeżyła śmierć męża. Proces był poszlakowy, a sąd oparł się na tych samych dowodach, które wcześniej doprowadziły do uniewinnienia – mówi.
Prokuratura domagała się 25 lat więzienia, obrona - uniewinnienia. Sąd uznał jednak, że łańcuch poszlak jest zamknięty i wystarczający do przypisania winy, wymierzając 15 lat kary, uwzględniając także wiek i zły stan zdrowia oskarżonej.
To kolejny rozdział tej historii. Nie ostatni. Wyrok jest nieprawomocny, a sprawa zapewne znów wróci na wokandę. I dopiero wtedy zapadnie ostateczne rozstrzygnięcie.