- Tradycyjna włoska bitwa na pomarańcze zakończyła się z bilansem 141 rannych.
- Większość obrażeń to urazy oczu, a 20 osób wymagało hospitalizacji.
- Mimo corocznych wypadków, setki ludzi biorą udział w średniowiecznej zabawie.
To tradycyjna bitwa na pomarańcze - odbywająca się we Włoszech na koniec karnawału. Zakończyła się jednak dramatycznie, bo jak podają lokalne media, aż 141 osób zostało w niej rannych. "Spośród osób z obrażeniami i kontuzjami żadna nie jest w poważnym stanie. Prawie wszystkim udzielono pomocy na miejscu" - czytamy. Są jednak tacy, który trafili do szpitali - na badania i dalszą kurację przewieziono 20 osób. "Jak co roku zdecydowana większość poszkodowanych doznała urazów oczu podczas obrzucania się pomarańczami".
Setki rannych w bitwie na pomarańcze. Co roku jest to samo
Poniedziałkowa bitwa była drugą w tym roku. Pierwsza odbyła się w niedzielę, 15 lutego. W niej ucierpiało 138 uczestników, a 17 trafiło do szpitala. "Co roku bilans jest podobny, ale nie zniechęca to setek osób do udziału w tej oryginalnej zabawie karnawałowej, której początki sięgają średniowiecza". Jak to wygląda? Jak tłumaczy PAP, pomarańczami obrzucają się "wojownicy" w specjalnych kaskach, poruszający się wozami konnymi oraz grupy osób atakujących pieszych, którzy nie mają osłoniętych twarzy. Wszystko obserwują dziesiątki tysięcy gapiów.
Marsz żałobny na koniec karnawału
Finałowa włoska bitwa jest zaplanowana na ostatki. Po niej zostaną ogłoszeni zwycięzcy, a później odbędzie się tradycyjny obrzęd spalenia wysokich drewnianych słupów owiniętych gałęziami i słomą, nazywanych scarli. Robi się to, by symbolicznie zakończyć karnawał i przepędzić zimę. Wydarzeniu towarzyszy marsz żałobny.