BLACHOWNIA: Głodzą nas w szpitalu!

2012-08-20 4:10

Pacjenci szpitala w Blachowni pod Częstochową (woj. śląskie) na śniadanie dostają chleb z masłem, na obiad chudą zupę, o drugim daniu czy kolacji mogą jedynie pomarzyć. - To skandal, przez całe życie płacimy składki, a tu musimy głodować - żalą się chorzy.

Na korytarzach wiszą ogłoszenia: "Informujemy pacjentów, że szpital nasz zapewnia następujące posiłki: śniadanie, obiad. Istnieje możliwość zakupu kolacji i dodatkowych posiłków". Te można nabyć od firmy cateringowej. - Śniadanie to trzy kromki chleba, niewiele masła, obiad to cienka zupka. Dokupiłam sobie drugie danie za 10 zł - mówi Zdzisława Barczyk (60 l.), która przebywa na oddziale chirurgii ogólnej, czeka ją zabieg na żylaki.

- Domownicy dowożą mi jedzenie, bo inaczej nie przetrwałabym tu doby. Na personel złego słowa powiedzieć nie mogę, bo dbają o nas bardzo, tylko z tym jedzeniem jest makabrycznie - wzdycha. W gorszej sytuacji jest Emilia Całus (85 l.). - Płakać się chce. Jem, co mi dają, kolacji nie dokupuję, bo nie mam za co. Muszę oszczędzać, mam skromną emeryturę - żali się. Na obiad musiał jej wystarczyć talerz krupniku. - Niektórym pacjentom jedzenie dowożą rodziny, ale ja jestem sama - dodaje pani Emilia.

Trzy lata temu szpital w Blachowni wydzierżawił od częstochowskiego starostwa prywatny przedsiębiorca. Placówka ma podpisany kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia na leczenie, który uwzględnia także wyżywienie. Dlaczego więc pacjenci dostają głodowe racje?

- Prezesa nie ma, a ja nie będę wypowiadał się na temat jedzenia. Nie jestem do tego upoważniony - ucina Bernard Rajczyk, zastępca dyrektora szpitala.

Z kolei Janusz Krakowian, wicestarosta częstochowski, mówi, że docierają do niego sygnały o niewłaściwym wyżywieniu w szpitalu. Sygnalizował już sprawę NFZ i sanepidowi. Najwyraźniej nie pomogło, bo pacjenci dalej się skarżą.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki