Mimo, że w niedzielę o godz. 21, zgodnie z dekretem, ksiądz Lemański powinien opuścić plebanię, dzień w jasienickiej parafii zaczął się tak jak zwykle. Rano duchowny odprawił mszę św. Potem zaczęło się zamieszanie. Do parafii przyjechał kanclerz kurii warszawsko-praskiej ks. Wojciech Lipka, z nim ks. Władysław Trojanowski i ks. Grzegorz Chojnicki. Ten ostatni ma zastąpić odwołanego proboszcza. W Jasienicy zawyły strażackie syreny i pod kościół przybiegli zaalarmowani parafianie.
>>> Ksiądz Lemański ujawnia kulisy rozmowy z abp Hoserem: pytał mnie, czy jestem obrzezany
Ks. Lemański delegacji z kurii nie wpuścił na plebanię, wszystko rozegrało się przed kościołem, w obecności wiernych i telewizyjnych kamer. - Bardzo się cieszę, że księża przyjechali do parafii, parafianie prosili o to od bardzo dawna. Z radą parafialną ustaliliśmy, że wszelkie decyzje będą podejmowane w jej obecności - przywitał gości. Księża z kurii odpowiedzieli Lemańskiemu, że takie działanie jest bezprawne. Duchowny nie był dłużny, zaczął wymieniać kanoniczne paragrafy i rzucił do jednego z gości: - Trzeba się uczyć, proszę księdza. Parafianie co chwilę wtórowali swojemu proboszczowi, pokrzykując w stronę księży z kurii.
Po krótkiej wymianie zdań, ks. Lemański próbował zakończyć zamieszanie. - Ja proponuję sensowne rozwiązanie. Może ksiądz go nie przyjmować, odwracam się i odchodzę, a ksiądz zostaje z tymi ludźmi - rzucił pod adresem gości z kurii warszawsko-praskiej.
- My się też odwracamy i odchodzimy - odpowiedział ks. Lipka. Wtedy kilkadziesiąt osób zaczęło gwizdać, klaskać i skandować "na to czekamy, żeby się odwrócili i wyszli". Duchowni odeszli spod kościoła, wsiedli do samochodu i odjechali, wypychani przez grupę parafian.