We wtorek na ul. Jeziorańskiego w Jastrzębiu-Zdroju prokurator przeprowadził wizję lokalną. Z oczu bliskich zamordowanego Jacka uczestniczących w eksperymencie płynęły łzy. Tymczasem jego oprawcy machali do kumpli pozdrawiających ich zza policyjnej taśmy. - Nie widać po nich żadnej skruchy ani żalu. Jeden żuł gumę, inni się uśmiechali - mówi gorzko Zenon Hryć (59 l.), ojciec zakatowanego 28-latka.
Do zabójstwa doszło w czerwcu tego roku. Jacek Hryć był w lokalu i świętował urodziny kolegi. Po kilku godzinach podziękował za gościnę, ruszył do domu. Nie przeszedł nawet kilkudziesięciu metrów, gdy go napadło pięciu mężczyzn. Zatłukli Jacka na śmierć. Policja jeszcze tej samej nocy dopadła czterech napastników - Artura L. (35 l.), Przemysława K. (23 l.), Pawła Sz. (25 l.) i Łukasza K. (21 l.). Piąty - Dawid K. (23 l.) sam zgłosił się na komendę po kilkunastu godzinach od tragedii. Całą piątka została aresztowana.
W eksperymencie prokuratury wzięło udział czterech podejrzanych, którym śledczy zarzucają pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Każdy z nich przedstawiał swoją wersję wydarzeń. Jedynie Dawid K.odmówił współpracy, a zdaniem śledczych to właśnie zadane przez niego ciosy zabiły Jacka Hrycia, dlatego usłyszał zarzut zabójstwa.
Spotkanie bliskich Jacka niemal oko w oko z jego oprawcami było ogromną traumą. - Mam wrażenie, że oni mi się śmieją w twarz, że są z tego, co zrobili, wręcz dumni. Jedyna nadzieja, że dostaną kary, na jakie zasłużyli - mówiła nam pani Monika, wdowa po Jacku.
POLECAMY:
Częstochowa: Ojciec dyrektor MOLESTOWAŁ DZIECI
Samolot stanął w płomieniach. Wszystko nagrał pasażer czekający na lot [WIDEO]