Po każdym deszczu na parkingu przy Dworcu Centralnym powstaje wielkie jezioro. Jest tu zagłębienie w jezdni, a kratki nie odprowadzają wody. Urzędnicy mają w nosie ten rejon miasta i odkładają naprawy na czas wielkiego remontu ulicy, czyli na nie wiadomo kiedy. Na razie kierowcy, którzy próbują tu parkować auta, wysiadają wprost do wody. Nasz reporter pomyślał, że skoro miejsce to nie nadaje się na parking ani na jezdnię, to może przynajmniej nada się na łowisko. Do jeziora wrzucił zanętę.
- Miałem nadzieję, że złapię jakiegoś drapieżnika - mówi z przejęciem o swojej wyprawie. - Zasadzałem się przede wszystkim na suma lub szczupaka. Jednak mój połów zakończył się jeszcze większym sukcesem - dodaje.
Już po kilku minutach łowienia było pierwsze branie. - Już miałem wyciągać rybę, gdy się zerwała - opowiada nasz dzielny wędkarz. - Naprawiłem sprzęt i spróbowałem jeszcze raz - mówi.
Nagle spławik się zakołysał i niemal cały zniknął pod taflą wody. To był ten długo wyczekiwany moment. Zaczęła się walka człowieka ze zwierzęciem. Wreszcie oczom naszego reportera ukazał się niesamowity widok. Na haczyku była... złota rybka! - Spojrzała na mnie i jak to złote rybki mają w zwyczaju, zaproponowała, że spełni moje trzy życzenia - relacjonuje wędkarz. - Długo się zastanawiałem i wreszcie postanowiłem poprosić o coś dla naszego miasta - dodaje.
Zażyczył sobie, żeby w stolicy skończyły się korki, a ulice były równe jak stół. Chciał także, aby metro miało 17 linii, a sieć podziemnej kolejki była najlepsza na świecie. Poprosił również, żeby warszawiacy nie musieli czekać miesiącami na wizytę u lekarza. Rybka tylko westchnęła. - Mogę sprawić, że będziesz bogaty i sławny, że będziesz miał piękną żonę i wielu przyjaciół. Ale to, o co mnie prosisz, przerasta moje możliwości - powiedziała i zniknęła.