Kandydat opozycji na marszałka Senatu: Spokojny o wynik będę po głosowaniu

2019-11-12 5:57 Tomasz Walczak
 Tomasz Grodzki
Autor: Lukasz MAKOWSKI/East News

Prof. Tomasz Grodzki, którego opozycja nominowała na kandydata na marszałka Senatu, w rozmowie z "Super Expresse"

„Super Express”: - Wielu się zdziwiło, że akurat pan jest kandydatem opozycji na marszałka Senatu. Pana też ta propozycja zdziwiła?
Prof. Tomasz Grodzki: - Proces wyłaniania kandydata na marszałka Senatu obejmował także zdolność do łączenia różnych środowisk. Czemu akurat ja? To pytania do Grzegorza Schetyny, Włodzimierza Czarzastego czy Władysława Kosiniaka-Kamysza. To oni prowadzili rozmowy.
- Z tego co mówił pan Schetyna, pańska nominacja wynikała z faktu, że nie dał się pan skusić kolegom z PiS, którzy mieli proponować funkcję ministra zdrowia.
- Mógł to być jeden z czynników, ale nie sądzę, by był decydujący. Lista kandydatów stopniowo się zawężała i w końcu uznano, że moja kandydatura wszystkich łączy.
- Są plotki, że istniała silna grupa wspierająca kandydaturę Bogdana Zdrojewskiego. Czuje pan oddech konkurentów, którzy mogą być niezadowoleni z pana?
- Nikt nie uszczęśliwi wszystkich. Patrzę na to z zupełnie innej perspektywy. Z jednej strony to ogromny zaszczyt. Z drugiej ogromne zobowiązanie. Proszę zwrócić uwagę, że po raz pierwszy w historii nowej Polski rządzący mają Sejm, a opozycja Senat. To rodzi nową sytuację.
- Tym bardziej są oczekiwania, że marszałek Senatu stanie się frontmanem opozycji. I nie wiem, czy pan wie, w co się wpakował.
- Gdybym się czegoś w życiu bał, to nie zostałbym chirurgiem. Tysiące razy podejmowałem grę z największym ryzykiem, gdy chodziło o ludzkie życie.
- Marszałek Senatu w tych okolicznościach to nie będzie operowanie skalpelem, ale wywijanie maczugą.
- Właśnie chodzi mi też o to, żeby pokazać inną jakość. Że nie trzeba maczugą, ale można prowadzić Senat przyzwoicie. Można przestrzegać regulaminu Senatu, bez naginania konstytucji. Żywię nadzieję, że można będzie wrócić do normalnej, merytorycznej debaty.
- W polskiej polityce? Przy takiej polaryzacji i temperaturze sporu?
- Polaryzacja kiedyś się zaczęła i kiedyś musi się skończyć. Ten skład Senatu ma ogromny potencjał. I właśnie z niego może wyjść impuls, że spór polityczny nie musi oznaczać wojny totalnej. Naszym zadaniem jest takie stanowienie prawa, by Polkom i Polakom żyło się łatwiej. Jeśli będziemy traktować politykę jako służbę wobec narodu, to kiedyś ta polaryzacja się skończy.
- Da się to zrobić przy presji ze strony liderów opozycji, by torpedować to, co wyjdzie z Sejmu? Duża część opozycji wierzy, że Senat stanie się takim hamulcowym, wręcz narzędziem obstrukcji wobec rządu.
- Senat może być przyczółkiem przyzwoitości i normalności. Nie może być przyczółkiem obstrukcji. Jak pan wie, jeśli w ciągu 30 dni senatorowie nie podejmą decyzji w sprawie ustaw, które wychodzą z Sejmu, to przyjmuje się, że akceptuje stanowione tam prawo.
- Ale można w Senacie wstrzymać na 30 dni coś, na czym bardzo rządowi zależy.
- Czy rzeczywiście wolelibyśmy, by w nocy trafiała do Senatu 300-stronnicowa ustawa, nad którą rano się głosuje, choć mało kto ją przeczytał? Będziemy postępować wyłącznie w ramach regulaminu Senatu. Nie będzie żadnej obstrukcji, ale normalne, merytoryczne procedowanie. Żeby nie było tak, jak z ustawą o Sądzie Najwyższym. PiS tak szybko przepychał ją przez parlament, że trzeba było siedem razy ją nowelizować.
- Rozumiem, że nie da się pan złamać liderom opozycji, którzy chcieliby użyć Senatu do rozgrywania politycznej wojny?
- Zadaniem Senatu, jak mówi Frycz-Modrzewski, jest inne władze do szlachetnych uczynków pobudzać, od niecnych odwodzić, a emocje studzić. Rozmawia pan z chirurgiem, który często obcuje ze skrajnymi emocjami i potrafi je wyhamować.
- Nie obawia się pan, że gdzieś na ostatniej prostej PiS uda się jednak przeciągnąć na swoją stronę kilku senatorów? I jednak pan nie wygra…
- Wierzę, że zbierzemy odpowiednią większość. Co więcej zachęcam panie i panów senatorów PiS, by poparli kandydata większości senackiej. Tak było cztery lata temu, kiedy to PiS miał w Senacie większość, więc marszałek Karczewski dostał od nas kredyt zaufania.
- On sam dziś uważa, że powinien ten kredyt dostać ponownie, ponieważ jest przedstawicielem największego klubu.
- Ale nie jest przedstawicielem większości.
- Jest pan spokojny o wynik głosowania?
- Spokojny będę, gdy usłyszę werdykt komisji skrutacyjnej. W polityce jest czasem jak w sporcie: coś potrafi się zmienić w ostatnich minutach. To, co wiem, daje mi jednak podstawy do wiary, że uczynimy z tej izby przyczółek normalnej, przyzwoitej Polski.
Rozmawiał Tomasz Walczak

Najnowsze