Tragedia wydarzyła się 20 września. W jednej z restauracji w Opolu imprezowało pięciu strażników, wśród nich szef aresztu w Kluczborku i jego zastępca, a także Łukasz M. - kierownik działu ewidencji. Panowie raczyli się alkoholem, a lokal opuszczali chwiejnym krokiem. - Wtedy się rozdzielili. Dwóch poszło na dworzec, dwóch w drugą stronę. Łukasz M. został sam z tyłu - mówi nam śledczy znający kulisy sprawy. Strażnik nie dotarł do domu, a zaniepokojona rodzina zaalarmowała policję. Wszczęto poszukiwania. Niestety, dwa dni później okazało się, że strażnik nie żyje. Jego ciało wyłowiono z Kanału Młynówka w Opolu. Zostawił żonę i osierocił troje dzieci.
Sprawą zajęła się prokuratura. - Postępowanie prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci - mówi nam Aleksander Łasocha, szef Prokuratury Rejonowej w Opolu. - Natychmiast po uzyskaniu tych informacji dyrektor generalny Służby Więziennej na polecenie wiceministra Patryka Jakiego podjął decyzję o kontroli w zakładzie karnym w Kluczborku. Ze stanowisk odwołani zostali dyrektor i jego zastępca, wszczęto wobec nich postępowania dyscyplinarne oraz zawieszono ich w wykonywaniu obowiązków funkcjonariuszy - informuje Elżbieta Krakowska, rzecznik prasowy Służby Więziennej. Przyczynę śmierci ma ustalić sekcja zwłok.
Zobacz: Premier Szydło skomentowała propozycje Dudy. To może zaboleć