Łamią prawo i gnębią polskich pracowników. Państwowa Inspekcja Pracy i prokuratura mają pełne ręce roboty.
- Gdy linia produkcyjna rusza, musimy zamienić się w robota i jak robot wykonywać swoje czynności. Gdy linia staje, choćby z powodu braku części, Polak ma stać obok i czekać, aż części się pojawią. Choćby przerwa w produkcji trwała godzinę, usiąść nie wolno - opowiada Bożena Kochan, pracownica LG Electronics oraz przewodnicząca tamtejszych związków zawodowych. - Mieliśmy na początku ławki, ale przyszedł szef, pan S., i kazał je zabrać, bo to niedozwolone, aby pracownik siedział. Nawet ukucnąć na chwilę nie pozwalają - mówi.
Wielu ludzi już na początku nie wytrzymało i założyło związki zawodowe. Zapłacili za to zwolnieniem. - Wylali mnie, bo domagałam się strojów ochronnych - tłumaczy Monika Struś (27 l.) z Wałbrzycha.
Od rozpoczęcia produkcji w fabrykach minęło ledwie półtora roku, a prokuratorzy prowadzą już cztery dochodzenia przeciwko poczynaniom azjatyckich inwestorów. Obok ostatniego wypadku, w którym niesprawna maszyna oskórowała rękę Beacie Mnichowskiej, śledczy badają także śmiertelny wypadek, w którym pracownik został zmiażdżony przez niesprawną maszynę.
Baczniejsze przyjrzenie się feralnemu zakładowi obiecuje wojewoda dolnośląski Krzysztof Grzelczyk.
- Spotykaliśmy się z koreańskimi inwestorami wielokrotnie. Za każdym razem tłumaczyliśmy, jakie jest polskie prawo, i że trzeba go przestrzegać. Trudno, aby tego nie wiedzieli, dokonując tak olbrzymich inwestycji. Niestety, nie zawsze spotykamy się ze zrozumieniem. Teraz postępowaniu inwestorów musi przyglądać się Państwowa Inspekcja Pracy, czekam na rezultaty. - mówi Grzelczyk.