Jak długo działał bezkarnie – nie wiadomo. Ale biorąc pod uwagę zawartość komputera księdza Łukasza, zboczone nagrania musiał kompletować od dawna. I byłby czynił to nadal, gdyby nie wakacyjna podróż do Chorwacji, dokąd pojechał z czterema innymi księżmi. Jednak ani plaże, ani pałac Dioklecjana w Splicie nie ekscytowały go tak bardzo, jak podglądanie nieletnich. Wpadł w jednym z centrów handlowych, kiedy telefonem komórkowym nagrywał rozbierająca się dziewczynkę.
Chorwacki „epizod” okazał się zaledwie czubkiem lodowej góry. Jak ustalili polscy śledczy, ksiądz Łukasz opracował sprytną metodę działania: instalował kamerę szpiegowską na czubku buta i podsuwał nogę pod kotary w przymierzalniach. W jego mieszkaniu na plebanii znaleziono miniaturowe kamery, komputery i dyski, na których znajdowało się siedem filmów i ponad 250 zdjęć o charakterze pornograficznym z osobami nieletnimi.
Duchowny został odsunięty od pracy z dziećmi i przeniesiony do innej parafii. Chciał dobrowolnie poddać się karze, na co początkowo zgodziła się prokuratura. - Uznaliśmy jednak, że uzgodniona kara roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata nie uwzględnia interesów prawnych pokrzywdzonych osób – mówi Mariusz Rymarz z Prokuratury Okręgowej w Zamościu. Słowem, duchownego czeka sąd. Grozi do 5 lat więzienia.