Gdyby tylko można było cofnąć czas... To teraz jedyne pragnienie zbolałej od smutku Teresy Teodorczuk (45 l.), która straciła syna Dawida. Chciałaby się cofnąć do dnia, w którym jej ukochany synek zrobił pętlę z przedłużacza i powiesił się w swoim pokoju. Powiedziałaby mu wtedy słowa, które tak rzadko od niej słyszał: "Kocham cię, synku".
To na pewno ocaliłoby go od śmierci. - Zbyt późno pojęłam, jak bardzo zaniedbywałam Dawida. A teraz jest już późno - rozpacza zbolała kobieta.
Po śmierci ojca chłopak chciał wziąć na swoje barki opiekę nad matką i młodszym rodzeństwem. Zająć się domem, w którym mieszkali w Czeberakach (woj. mazowieckie). Nie spodziewał się jednak, że do tej roli jego własna matka wybierze kogoś zupełnie innego. Obcego! Chłopak był przygnębiony tym, że w jego domu zamieszkał Grzegorz J. (35 l.). Zaczął unikać szkoły, popadał w coraz większą depresję. Zakochana matka nie dostrzegała jednak, w jakim stanie jest Dawid.
Młody człowiek nie mógł dłużej tego znieść i targnął się na życie. - Weszłam do jego pokoju i nogi się pode mną ugięły. Dawid miał na szyi pętlę i nie dawał oznak życia - mówi załamana kobieta. - Nie zostawił żadnego listu, ale wiem, dlaczego popełnił samobójstwo. Byłam dla niego złą matką. Miał do mnie pretensje, że poznałam Grześka i on zamieszkał u nas. Mój Dawid powiesił się przeze mnie! - bije się w pierś matka.