Cała rodzina starszego szeregowego Jacka J. (26 l.) oglądała w telewizji, jak prokurator oskarżał syna i jego kolegów o zbrodnię wojenną. Matka szeregowca zemdlała, jego żona doznała szoku. Pół roku bały się o jego życie, gdy służył w Afganistanie. Nie wierzą, że stał się tam zbrodniarzem.
Teść Jacka J. zachował zimną krew. Jan Kurnik (53 l.) sam był spadochroniarzem, w tym samym bielskim 18. Batalionie Desantowo-Szturmowym. Był artylerzystą. Wychował pokolenia żołnierzy.
- Zawsze uczono mnie, że żołnierz wykonuje rozkazy. Jacek obsługiwał moździerz. Bardzo przeżywał to, co działo się w Afganistanie. Nie opowiadał nam wielu szczegółów. O tej akcji mówił tylko, że strzelali na prawie maksymalny dystans, około dwóch kilometrów - mówi Jan Kurnik.
Kiedy w poniedziałek rano przyszli po Jacka rośli żandarmi w kominiarkach, jego rodzina przeżyła szok. Przez blisko sześć godzin rewidowali dom. Zabrali wszystkie taśmy, karty pamięci, dyskietki i komputer.
- Cierpią nie tylko rodziny tych siedmiu chłopaków. Współczuć należy także bliskim żołnierzy, którzy w tej chwili są w Afganistanie - mówi Jan Kurnik.